MEANDRY ŻYCIA 15

 
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY
Napisany: 2019-08-26
 
Byłyśmy roztrzęsione, a dziewczynki cichutkie, tylko oczka im biegały. Wychodziłyśmy z parku, i powoli szłyśmy w kierunku domu Lidki i dziewczynek. W pewnym momencie zobaczyłam po drugiej stronie ulicy Artura, szedł z Sonią, a naprzeciwko nich szedł drań ze swoją lalą. Kiedy zbliżyli się do siebie, zauważyłam jak Sonia podchodzi do tej kobiety, coś jej mówi, wręcz krzyczy. Dziwna sytuacja, nie uważacie, zapytałam? Faktycznie dziwna, odparła Anka. Lidka zapytała mnie, kto to jest? To mój znajomy z córką, odparłam.
Artur zauważył nas i pociągnął Sonię za sobą. Przeszli przez ulicę. Sonia podeszła do mnie i przytuliła się. Soniu, co się dzieje, zapytałam? To moja mama, powiedziała. To dopiero sytuacja, odparłam.  I co chcesz zrobić skarbie, zapytałam Soni? Ona mnie nie chce, woli mężczyzn i alkohol. Czasami tak jest, dorośli też się gubią w życiu, powiedziałam, tuląc ją do siebie. Sonia ocierała łzy i powoli uspakajała się. 
Artur, musisz coś zrobić, bo inaczej dziecko ci się rozchoruje z powodu odrzucenia przez matkę. Wiem, robię co mogę, ale matki jej nie zastąpię. No tak, powiedziałam, tego nie dasz rady zrobić. Sonia w końcu zauważyła dziewczynki, kucnęła obok wózka i zaczęła bawić się z dziewczynkami. To może być dobra terapia, powiedziałam do Artura, pokazując mu dziewczynki. Może i tak, odparł. Artur, a może będziesz przychodził do Lidki z Sonią? Wy będziecie mogli sobie pogadać, a dziewczynki razem spędzą ze sobą czas. Sonia poczuje ognisko domowe, a Lidka trochę odpocznie.
Arturowi widać ta propozycja się spodobała, bo podał Lidce rękę i przedstawił się. Lidka się zarumieniła. Fajnie, niech się już dogadują, powiedziałam do Anki i pociągnęłam ją za rękę. To do widzenia kochani, powiedziałam do nich i poszłyśmy z Anką. Inka, czy to dobry pomysł? Anka jednak miała obiekcje. Zobaczymy, w każdym bądź razie, przypadli sobie wszyscy do gustu. Zobaczysz, powiedziała Anka, dostanie się nam od mężów. A musimy im mówić, zapytałam, nie wszystko muszą wiedzieć. Oni nam wszystkiego na pewno nie mówią, odparłam.
W ten sposób mieliśmy z głowy i Artura z Sonią, i Lidkę z dziewczynkami. Tak mi się bynajmniej wydawało. Życie jednak często weryfikuje wiele spraw.
Następnego dnia z rana zadzwonił Artur. Inka, musimy pogadać, powiedział. Znowu, odparłam, masz na pogaduchy Lidkę. To jest ważne, powiedział, wczoraj Sonia zaczęła mówić Lidce na temat ojca dziecka. A co ja mam z tym wspólnego, zapytałam? Uwierz mi, jeśli to się okaże prawdą, to będzie dla nas szok. Teraz to już na dobre się wystraszyłam, co takiego Sonia im naopowiadała.
Dobrze, przyjdź do nas wieczorem, powiedziałam, ale chyba bez Soni? Tak bez Soni, powiedział Artur, i dodał, jestem cały roztrzęsiony, nie wiem co robić. Dobrze, postaraj się uspokoić, i do wieczora.