ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY
Napisany: 2019-11-10    17:21    
 
Co za tupet, krzyknęłam oburzona, jak oni śmieli tu przychodzić?
Uspokój się, Grzesiek próbował załagodzić sytuację. Nie wiedzą co się dzieje, dlatego przyszli tutaj.
A co, boją się, że będą następni? Nie da rady, Zojka już siedzi, więc nic im nie grozi. Chyba, że mi wejdą w drogę.
Weszliśmy do domu, musiałam się uspokoić, bo jeszcze nawsadzam Grześkowi przy okazji, i wyleję wszystkie żale jakie się nazbierały w przeciągu kilku dni.
Czego się napijesz, zapytał Grzesiek?
Nie wiem, może zrób mi czekolady, trochę słodkości na to moje gorzkie życie się przyda.
Skarbie, nerwy tu nic nie pomogą, skupmy się na sobie i ratujmy to co jeszcze jest do uratowania, bo przecież tak nie można żyć bocząc się na siebie. A sprawa Zojki będzie się toczyć bez naszego udziału.
Żebyś się nie zdziwił jak zapukają do nas i będą przepytywać, i co wtedy powiesz, że spałeś z nimi wszystkimi jednocześnie?
Lenka, ich nie interesuje czy ja z kimś spałem czy nie, to jest moja sprawa a nie policji. Grześkowi zaczęły puszczać nerwy, jeśli się nie uspokoję, będzie awantura, pomyślałam, i poszłam z czekoladą do salonu. Włączyłam laptopa i siadłam do pisania.
Kiedy zatopiłam się w akcji nawet nie spostrzegłam kiedy przyszedł Grzesiek i usiadł obok mnie. Zaczął czytać to co w tej chwili pisałam.
Ej, krzyknęłam, nie przeszkadza się w pisaniu bo wypadnę z rytmu!
Dobrze, już siadam na kanapie, powiedział Grzesiek i włączył telewizor.
Tu się pisze, powiedziałam.
To nałóż słuchawki, chcę trochę pooglądać mecz, chyba pozwolisz?
Zatrzasnęłam laptopa, wzięłam go pod pachę i poszłam do sypialni, niech sobie obejrzy, w końcu niech ma też coś z rozrywki.
Zadzwonił domofon. Podniosłam się z fotela i wyjrzałam przez okno. Znowu ci sami panowie, czego chcą, przemknęło mi przez myśl.
Grzesiek otworzył im furtkę ale najpierw zamknął Reksa, bo piesek zanosił się od tego szczekania.
Panowie weszli do kuchni i usiedli przy stole.
Czego jeszcze chcecie, zaczęłam niegrzecznie, my nic więcej przecież nie wiemy. 
Spokojnie, zaczął jeden z nich, to takie luźne przecież rozmowy, po prostu zbieramy dowody.
U nas w domu, zapytałam? A nie powinni panowie biegać teraz na około jeziora i zbierać tam dowody?
Tam jest ekipa, powiedział jeden z nich, nam chodzi o to, jak dobrze znaliście  to małżeństwo.