ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Napisany: 2019-10-30    22:08   
 
Obudziłam się, rozejrzałam wokoło i zobaczyłam, że jestem wprawdzie w swojej sypialni, ale śpię w ubraniu. Co się stało, że tak zasnęłam? Powoli zaczęła do mnie wracać świadomość. Rany, co ja nawywijałam? Gdzie Grzesiek? Wstałam i poszłam do kuchni, napiłam się wody, i potem poszłam do salonu, gdzie Grzesiek siedział na kanapie i oglądał coś w telewizji.
Witaj kochanie, powiedziałam, co się stało, nie za bardzo pamiętam? Lenka, zaczął, ja rozumiem, że jesteś przeczulona na pewnym punkcie, ale wyganiać z domu ludzi, którzy przyszli do mnie po pomoc, to już przesada. No tak, przypomniałam sobie, faktycznie wygoniłam, ale to może i lepiej, nie będę już musiała ukrywać się przed nimi. Lenka, co oni wyrabiają w swoich sypialniach to ich sprawa, dopóki to nas nie dotyczy. Ja na pewno nie wdam się w nic takiego, i tobie też nie pozwolę.
Kochanie, starałam się załagodzić sytuację, ale nie wiemy jak to jest, nie wiemy czego od nas oczekują, dlatego wolę trzymać się od nich z daleka. A poza tym, ty nie jesteś ich terapeutą, prawda, czy czegoś nie wiem? Nie, nie jestem ich terapeutą, ale dzisiaj to była sprawa pilna, natychmiastowa, dlatego przyszli do mnie, ale ty oczywiście musiałaś ich pogonić, i teraz nie wiem co z nimi jest.
Niech się nie zdradzają, to nie będzie problemów, musiałam dołożyć swoje trzy grosze. Może byłam złośliwa, ale zdrady nie powinno być w żadnym małżeństwie. Nie po to się pobierają, żeby przy pierwszej lepszej sposobności zdradzać się. To są jakieś chore zachowania. Wymieniać się żonami i mężami? Jeśli brakuje im w związku ognia to niech rozpalą grilla, powiedziałam.
Lenka, zostaw ten temat specjalistom, powiedział.
Oczywiście Grześ, odparłam, dopóki nie wkraczają na moje podwórko, niech robią co chcą, i niech zajmują się nimi psychologowie.
Zadzwonił mój telefon. Halo, odezwałam się. Halo, tu Zojka, proszę cię Lenka, nie wyłączaj telefonu, porozmawiaj ze mną. Oni wszyscy są u Maliny i Tomka, a ja jestem sama, nie chcę się w to bawić. Pozwoliłaś pójść Remkowi, prawie krzyczałam w słuchawkę? A co miałam zrobić, i tak by poszedł, jak nie dzisiaj, to kiedy indziej. 
Grześ, powiedziałam do męża zasłaniając słuchawkę ręką, może Zojka u nas dzisiaj zanocować?
Niech przyjdzie, powiedział i poszedł do sypialni.
Zojka, to chodź do nas, wyjdę po ciebie na ulicę, żeby Reks za bardzo nie szalał.
Po paru minutach już była. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Coś ty z siebie zrobiła, zadałam praktycznie retoryczne pytanie, bo Zojka i tak za bardzo nie wiedziała co do niej mówię.
Miała ze sobą torebkę i torbę, w której zapewne były najpotrzebniejsze rzeczy na noc.
Jadłaś coś, zapytałam, kiedy już siedziałyśmy w kuchni.
Nie przypominam sobie, powiedziała.
Skoro tak, to na pewno nie miała jeszcze dzisiaj sposobności zjeść czegokolwiek, bo albo by nie przełknęła, albo była zajęta Remkiem, nie myśląc o sobie.
Zrobię kolację, powiedziałam, i wzięłam się do roboty, chociaż sama też byłam jeszcze zakręcona, tylko mój mąż był w naszej sypialni, a jej mąż, a szkoda gadać.