ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ PIĄTY
Napisany: 2019-10-27    15:23   
 
Przebudziłam się nie wiedząc gdzie jestem. Rozglądałam się po pokoju i zadawałam sobie pytanie; co ja tu robię? W końcu dotarło do mnie co się stało i dlaczego jestem w obcym łóżku i miejscu, które choć ładne, jednak nie moje. 
Poczułam głód. Wstałam, poprawiłam trochę makijaż, włosy i zeszłam do restauracji. Było dość gwarno. Przelotowa trasa, zatem kierowcy na pewno zatrzymują się tutaj na posiłki. Usiadłam w rogu sali i czekałam na kelnerkę, która bez oznak życia na twarzy wykonywała swoją pracę jakby za karę. W końcu podeszła do mnie i bez słowa położyła kartę na stole. No nieźle, pomyślałam, a tą co ugryzło, też ją chłop wkurzył? 
Teraz zaczęłam sobie wszystko układać w głowie to, co się stało z samego rana u mnie w domu. Zamówiłam dania, choć nie wiem do końca czy kelnerka zrozumiała co do niej mówię, bo twarz miała kamienną bez cienia uśmiechu.
Jakiś facet przetaczał się między stolikami w moim kierunku. Bez ceregieli usiał na krześle obok mnie wyciągnął rękę i niskim, ładnym głosem powiedział; Mietek jestem. Zdębiałam. Jaki tupet. Panie zjeżdżaj pan, syknęłam, bo zaraz zacznę krzyczeć, powiedziałam do niego i zacisnęłam szczęki bo myślałam, że wybuchnę.
Zrozumiał, i już go nie było.
Podeszła kelnerka z zupą, pomieszałam w talerzu i spróbowałam, i o dziwo, była smaczna. Po chwili przyniosła mi talerz z ziemniakami, mięsem i surówkami. Naprawdę mieli bardzo dobre jedzenie. Powiedziałam o tym kelnerce kiedy płaciłam za obiad. O dziwo, uśmiechnęła się do mnie.
Rozejrzałam się po sali, i pomyślałam; co ty robisz kobieto, złapałaś ich w jednoznacznej sytuacji i wyszłaś z domu zostawiając ich samych? Ciarki przeszły mi po plecach. Nerwy to jednak zły doradca. Wracaj kobieto do domu, albo ratuj co jeszcze się da, albo zakończ jeśli nie dajesz rady inaczej.
Popatrzyłam na zegarek, dochodziła siedemnasta. Zadzwonił telefon. Odebrałam. Grzesiek zatroskanym głosem zapytał; kochanie, gdzie jesteś, wracaj do domu, porozmawiajmy, przecież to był tylko taki niewinny przyjacielski uścisk, bo się sypała. Nie denerwuj mnie, to jakbym dzisiaj chciała to samo zrobić byłoby ci miło? Wyłączyłam się, dlaczego jest mi tak ciężko zrozumieć takie mało znaczące gesty? Z Grześkiem o tym nie będę rozmawiać, ale z kimś muszę. Pomyślałam o Maćku, mam nadzieję, że znajdzie dla mnie jakieś okienko w swoim kalendarzu.
Porozmawiam może z Majką, ona wydaje mi się spokojna, mam nadzieję, że jest też rozsądna. Będę chciała co nieco dowiedzieć się na temat swingersów. Że też mnie podkusiło zapraszać ich wszystkich na grilla, to teraz mam. 
Kiedy już wracałam autostradą czas mi się dłużył, dlatego włączyłam sobie radio, niech mi coś burczy. W końcu po dwóch godzinach i paru minutach dotarłam do domu. Jak zwykle przywitał mnie Reks. Na niego zawsze mogłam liczyć, cieszył się po swojemu, dlatego musiałam uważać na ubranie żeby mi nie podarł pazurami.
Otworzyłam drzwi, zapach gotowanego obiadu dotarł do mnie. Ale nie jestem głodna, przemknęło mi przez myśl. 
W kuchni za stołem siedziała Zojka z Remkiem i oczywiście mój Grzesiek. Wynocha, krzyknęłam do nich pokazując palcem drzwi, nie będziecie mi tutaj bałamucić męża, zboczeńcy!
Lenka, kochanie to nie tak, oni potrzebują pomocy. W moim domu? Od tego są gabinety, wynocha! Remek podniósł się bez słowa a za nim Zojka. Jakbym nie wróciła to już byście wylądowali w łóżku?
Kochanie, Grzesiek próbował załagodzić sytuację, ale ja się dopiero rozkręcałam, albo on to zrozumie, że nie toleruję tego, albo niech zjeżdża za nimi. Wszystko się we mnie gotowało. Lenka, potrzebujesz pomocy, powiedział Grzesiek. Żebyś ty zaraz jej nie potrzebował. Wiesz dobrze, co jak co, ale zdrady nie toleruję, nawet najmniejszego jej objawu. A oni niech spotykają się w gabinecie na kozetce, a nie u mnie w domu w kuchni. A może jeszcze obiad dla nich gotowałeś? Przestań, przecież wiedziałem, że będziesz, to gotowałem dla nas.
Dziękuję, powiedziałam, już jadłam, a ty uważaj, nie dam się w nic wkręcić ani nie pozwolę tym zboczeńcom więcej przekraczać progu mojego domu, jeśli kogoś jeszcze spotkam w mojej kuchni, a nie daj Boże w sypialni, to będzie koniec, zapamiętaj to sobie. Wychodząc z kuchni trzasnęłam drzwiami, żeby nie rozbić czasami czegoś co wpadnie mi w rękę. Łzy same cisnęły mi się do oczu, po co mi to wszystko? Miało być tak ładnie a zaczyna się sypać? Albo się uspokoję, albo rozwalę to małżeństwo.