ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Napisany: 2019-11-07    13:26    
 
Tego dnia kiedy gotowałam obiad nachodziły mnie wspomnienia. W takich chwilach zawsze dzwoniłam do Anki, a teraz do kogo mam zadzwonić? Zachciało mi się płakać. Nie wiedziałam jak mam rozmawiać z Grześkiem. To co zrobił, na ówczesny moment był jego sprawą, ale kiedy się o tym dowiedziałam, nie było to miłe. Wprawdzie w takich trudnych  momentach życiowych robi się różne głupstwa, ale ta głupota przerosła wszystkie możliwe głupoty.
W końcu z pracy przyszedł Grzesiek. Z dużym bukietem róż, jakby chciał się osłonić kwiatami od rozmowy, która zapowiadała się niezbyt miła.
Ale cóż ja mam powiedzieć? To był jego wybór, jeszcze nie byliśmy małżeństwem, więc nie mam prawa go z tego rozliczać.
Kiedy już siedzieliśmy przy stole i jedliśmy obiad, zapytałam go; przebadałeś się? 
Tak, powiedział, zanim zaczęliśmy ze sobą współżyć, żeby czasami nie było niespodzianek. 
To dobrze, powiedziałam. 
Zapadła cisza.
Wolałbym, żebyś na mnie nawrzeszczała. Ta cisza i twoje opanowanie przeraża mnie. 
Grześ, a co ja mam zrobić, nie byliśmy jeszcze wtedy razem, tylko boli fakt, że nie pisnąłeś ani słowa zanim ich zaprosiliśmy, bo bym nawet nie wpuściła ich do naszego domu, a tak to będą się wpraszać, zagadywać, żeby zwerbować następną parę, i to jest dla mnie przerażające, bo nie wiem, czy czasami tobie się to nie spodobało.
Lenka, proszę cię, mówiłem ci, że to nie dla mnie. Przyznaję, poniosło mnie, ale potem już nie było miłe.
Sama myśl, że je wszystkie obmacywałeś, napawa mnie obrzydzeniem.
Kochanie, zaczął, proszę cię nie mów tak, bo wiem do czego prowadzi takie myślenie.
Wiem Grześ, że zdajesz sobie sprawę, dlatego daj mi czas.
Lenka, nakrzycz na mnie, nawet rzuć talerzem, ale proszę cię, nie bądź taka obojętna.
Pozmywaj po obiedzie, powiedziałam wstając od stołu, pójdę się przejść z Reksem. 
Dokąd idziesz, zapytał?
Do lasu, tam, gdzie nie ma kłamstw, bo przyroda jest prawdziwa, ona nie umie krzywdzić ludzi.
Lenka, ty tracisz orientacje w lesie, jeszcze się zgubisz, pójdę z tobą.
Chcę iść sama Grześ, pozmywaj po obiedzie.
Zamknęłam drzwi za sobą i zawołałam psa, który z radością podbiegł do mnie niosąc w zębach jakiegoś patyka.
To co piesku, chcesz poganiać za patykiem?
W lesie było cicho, tylko słychać było szum wiatru, który grał sobie leciutko w konarach drzew. Ptaki śpiewały swoje wiosenne trele, a mój piesek ganiał po lesie zbierając patyki i przynosząc mi je w pysku.
Jemu do szczęścia nie potrzeba wiele.
Szłam powoli ciesząc się z przyrody i zapachu, jaki daje las o tej porze roku.
Znalazłam się na polanie, na której bieliło się i żółciło od wiosennych kwiatów. Będąc dzieckiem zawsze plotłam wianki i nakładałam je na głowę. Robiłam też z tych kwiatów bransoletki i nakładałam na ręką.
Byłam wtedy księżniczką, która spaceruje po swoich parkach i dogląda zwierzątek na wiosennych łąkach.
Będąc małą dziewczynką zaczytywałam się w bajkach, a potem byłam ich częścią. Już wtedy miałam duszę małej romantyczki.
Szczekanie Reksa wyrwało mnie z zadumy. Zawołałam go, żeby czasami nie narobił mi kłopotu. 
Na końcu ścieżki ukazali się Remek z Zojką. Kurka, po co oni tu łażą, pomyślałam, nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Musiałam się spiąć w sobie, żeby czegoś nie palnąć.
Sama spacerujesz, zapytał Remek? 
Nie sama, z Reksem, odparłam, Grzesiek zmywa po obiedzie i nie chcę mu przeszkadzać, powiedziałam i poszłam sobie. 
Jak mam się w tym wszystkim odnaleźć, przecież jest to dla mnie trudne, zwłaszcza, że dotyczy mojego męża. Nie mogę go rozliczać z tego co było, bo to niedorzeczne, ale z zatajenia prawdy już tak.