ZDRADZONA MIŁOŚĆ 6

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Napisany: 2019-06-05
 
Zgodnie z planem razem z Anką ruszyłyśmy na spotkanie z pacjentkami męża Zośki. Ciekawe czy panie będą rozmowne, tak jak tego oczekujemy. Poczekalnia była pełna kobiet. Czy faktycznie jest on tak dobrym lekarzem, że kobiety tłumnie do niego się zapisują? Usiadłyśmy z Anką na wolnych jeszcze miejscach z nadzieją, że zaczniemy zdobywać jakieś wiadomości na temat Antka i jego podejścia do kobiet. O dziwo, nie musiałyśmy zbyt długo czekać. Kobiety same chętnie rozmawiały między sobą o tym, że pan doktor do najlepszy chyba w całym mieście, a może i województwie. Że ma podejście do kobiet, zna się na swojej pracy, a poza tym, jest taki przystojny. No to wstępny etap mamy za sobą, pomyślałam, teraz tylko posłuchać ploteczek. Może któraś coś tam słyszała, czy może coś wie. Zapytałam jedną z pań, czy długo czeka się w kolejce u tego lekarza. Pani trochę zdziwiona, ale grzecznie odpowiedziała, że ona czekała trzy miesiące. Ale od razu zaznaczyła, że warto, bo pan doktor budzi zaufanie i jej akurat pomógł. Ciekawe, czy ma żonę, zapytałam? A wie pani, rozmówczyni moja ożywiła się w znacznym stopniu, nie mam pojęcia, ale czasami przychodzi tutaj na koniec kolejki taka blondyna, i pan doktor jak ją zobaczy, zawsze się czerwieni, ale co oni tam robią, to ona nie wie, bo nie jest wścibska. No i masz ci babo placek, Zośka jest ruda, tak samo jak ja. To już coś wiemy, powiedziałam do Anki. Powoli wycofałyśmy się z poczekalni. Nie jest przyjemnie siedzieć pośród tych kobiet, które są skupione na swoich dolegliwościach, ciąży i  opowiadaniem, co im jest, i jak pan doktor pomaga. W życiu nie chciałabym mieć za męża ginekologa, powiedziałam do Anki a ona skwapliwie zgodziła się ze mną. Musimy to jakoś sobie notować, powiedziała do mnie Anka, bo inaczej z czasem się pogubimy. Dobrze Anka, tylko bez imion, bo mogą te notatki wpaść w ręce któregoś z naszych mężów, i będzie wykład. Nie mam zamiaru pakować się w kłopoty z Pawłem, wystarczy, że Zośka ma ich pod dostatkiem ze swoim Antkiem. Bardzo jej współczuję, to niestety zmierza do rozpadu małżeństwa, jeśli się Antek nie opamięta. W domu zrobiłyśmy z Anką krótkie notatki w moim zeszycie, i schowałam go do mojego biurka, tam Paweł zapewne nie zagląda. Teraz trzeba by było pójść na koniec pracy Antka w przychodni, żeby zobaczyć co to za kobieta, na widok której Antek się czerwieni. Za jakieś trzy godziny możemy podjechać, tylko jak to zrobić żeby nasi panowie nic nie podejrzewali? Zaproponowałam, że zrobimy u mnie obiad i we czwórkę go zjemy, potem panów wyślemy z kawą do salonu, a same pryśniemy do przychodni. Plan wydawał się prosty i godny uwagi.