ZDRADZONA MIŁOŚĆ 12

ROZDZIAŁ DWUNASTY
Napisany: 2019-06-12
 
W domu bez słowa usiadłyśmy przy stole. Zapadła cisza. Pierwsza odezwała się Zośka; dasz mi kawy, zapytała? Podniosłam się jak robot, który ma do wykonania zadanie. Wiedziałam, że za chwilę Zośka będzie cała we łzach. Nie ma dobrego momentu żeby przekazać jej te wiadomości. Kiedy już kawa stała na stole, Zośka powiedziała; pokażecie w końcu co dla mnie macie? Dobrze, powiedziałam, ale proszę cię, nie denerwuj się za mocno. Teraz to już wiem, że ma kogoś, powiedziała Zośka i wlepiła we mnie swoje oczy. Tak, odparłam, mamy. Anka wyciągnęła telefon i pokazała jej zdjęcia jakie zrobiła Antkowi z jego lalą. Zośka nic nie mówiła, tylko przeglądała fotki jedną po drugiej. Potem zamilkła wpatrzona w ścianę. Po chwili na jej twarzy pojawiły się łzy, ciche, pełne bólu i żalu. Anka zapytała, czy jest gotowa na więcej. Zośka kiwnęła głową i wysłuchała głosu męża kochanki. Była dziwnie spokojna. Spodziewałam się raczej wybuchu płaczu, jakiś krzyków rozpaczy, a tu nic, tylko łzy, które teraz i mnie zabolały. Jak ona musi cierpieć, pomyślałam. Anka okiem fachowca oceniła, że trzeba jej coś zaaplikować i podała Zośce jakąś tabletkę, zapewne taką samą jaką kiedyś i mnie faszerowała. Zośka za jakąś godzinę już smacznie spała w naszym łóżku. Anka, co my teraz zrobimy, zapytałam? A co mamy zrobić, ona musi się z tym uporać, a my co zrobiłyśmy, zapytała? No tak, rozwiodłyśmy się, powiedziałam i wspomnienie tamtych dni wróciło jak ogień. Co my powiemy naszym mężom, przecież zaraz będą z pracy? No właśnie, obiad, Anka szybko, co gotujemy? Musiałyśmy nagotować na sześć osób, bo przecież Zośka nie jest w stanie nawet o tym pomyśleć, więc i dla Antka też musi coś do domu zabrać. A może niech Antek ją zabierze gdzieś na obiad, powiedziałam. Zwariowałaś, oburzyła się Anka, on to chyba  już zabrał na obiad lalę swoją. No tak, to Antek obiadu nie dostanie, powiedziałam. Anka zadzwoniła do Grześka, że obiad dzisiaj u Inki, na co Grześ się zgodził i obaj panowie byli wkrótce już w domu. Przy obiedzie powiedziałyśmy naszym mężom, że Zośka śpi w pokoju, w naszym łóżku. Na co Paweł wytrzeszczył na mnie swoje piękne oczy i zapytał; dlaczego? Bo musiała odpocząć, powiedziałam. Aha, burknął Paweł, ale już wiedziałam, że panowie nie odpuszczą, w końcu Grześ to psycholog. Anka zwróciła się do Grześka; kochanie, może ty z nią porozmawiasz, proszę? Co wyście nawywijały, zapytał Grześ? My? Jednym głosem okazałyśmy zdziwienie. To nie my, to Antek, stanęłyśmy w swojej obronie. Po co pchacie swoje wścibskie nosy tam gdzie nie trzeba? Aha, to znaczy, że wiedzieliście o zdradzie Antka? Prawie krzyknęłam na nich. Panowie nic nie powiedzieli tylko grzecznie kończyli obiad. Solidarność plemników, powiedziałam złośliwie i wstałam od stołu. Wy zmywacie, powiedziałam w stroną panów, Anka, idziemy sobie, a kawę podacie nam do salonu. Byłam zła jak osa, jak można tolerować zdradę. Będzie i w moim małżeństwie dzisiaj wymiana zdań.