ROZDZIAŁ SZESNASTY

ROZDZIAŁ  SZESNASTY
Napisany: 2019-10-13    01:05 
 
Ranek wesoło przywitał nas promieniami słońca. Otworzyłam oczy. Grzesiek jeszcze sobie smacznie spał. Patrzyłam na niego i myślałam, że życie lubi płatać figle. Oboje mieliśmy swoje mieszkania, swoich współmałżonków, a teraz po ciężkiej żałobie po naszych współmałżonkach, a jednocześnie przyjaciołach, zostaliśmy sami. Po tamtych czasach zostały nam mogiły i wspomnienia. Nasza przyjaźń przerodziła się w miłość i mamy teraz siebie.
Po cichu wstałam, żeby nie budzić Grześka, wyszłam na podwórko. Reks podbiegł do mnie wesoło merdając ogonem. Pogłaskałam go po głowie. Chodź, powiedziałam do niego, pójdziemy do sadu. Nawet nie musiałam się ubierać, nikt mnie przecież nie widzi. Pochodziliśmy po sadzie. Przytulałam się do drzewek, tak jak to robiłam będąc jeszcze dzieckiem. Po chwili usłyszałam wołanie. To Grzesiek wołał Reksa. Biedny pies nie wiedział co robić. Pobiegł kawałek, wrócił się do mnie, znowu pobiegł, obejrzał się na mnie, ale jednak głód był silniejszy.
Powoli wracałam do domu. Kiedy weszłam do kuchni, Grzesiek już zdążył zrobić jajecznicę i kawę. W podziękowaniu za to pocałowałam go i wzięłam się za jedzonko.
Co dzisiaj robimy, zapytałam? Lenka, chyba potrzebny jest nam drugi samochód, stwierdził Grzesiek. No tak kochanie, na tym odludziu muszę mieć swój samochód. To co, jedziemy kupić tobie coś wygodnego, zapytał Grzesiek?
Kiedy już się wyszykowałam, a Grzesiek się naczekał, pojechaliśmy do komisu. Długo kręciłam nosem, bo mi kolory nie odpowiadały, w końcu Grzesiek sam wybrał samochód koloru czarnego. Lenka, masz dobry samochód, z tych bezpiecznych, wiesz o tym, że chcę, byś w nim czuła się komfortowo.
W czarnym Grześ, zapytałam? Kochanie nie chodzi o kolor tylko o markę. Ja się nie znam na marce, ja lubię czerwone kolory.
No i dogadaj się człowieku z kobietą, powiedział Grzegorz praktycznie w powietrze. Lenka, dodał, nie jest tani, dlatego jest bezpieczny, przestań się dąsać.
Wsiadłam do swojego samochodu i powoli jechałam za Grześkiem. Ale fajnie się prowadzi, pomyślałam, chyba go polubię.
Postawiłam swój samochód pod oknami żebym się mogła napatrzeć. Powoli zaczynał mi się podobać.
Jak zajadę nim do pracy, pomyślałam, to mina im zrzednie.
I co kochanie, powiedział Grzesiek, podoba się już samochód? Na jego twarzy ujrzałam radość. Pewnie, że się podoba, dobrze, że byłeś nieugięty, bo bym kupiła byle co. Od tego masz mnie, żeby robić dobre wybory. Ej, skarbie, nie bądź taki zarozumiały, udało ci się. 
Nasza radość z kupna dobrego samochodu przeniosła się na cały nasz dzień.
Pod wieczór poszliśmy na spacer do lasu. Słońce jeszcze  było dość wysoko, ale szybko zbliżało się do linii horyzontu. Z godzinkę udało nam się pochodzić po lesie, a potem do domu na kolację.
O zmierzchu poszliśmy usiąść do altanki. Razem z Reksem obserwowaliśmy ostatnie blaski słońca na niebie, które malowało na błękicie już szarości i żółcie. Pięknie to wyglądało. 
Jak dobrze Grześ, że udało nam się kupić ten domek, mamy to co najbardziej kocham, piękną przyrodę w zasięgu wzroku. Też kochanie uwielbiam ją obserwować, powiedział Grzesiek.
Pięknie tutaj, prawda? Tak kochanie, pięknie. Jak dobrze, że ciebie mam, powiedziałam, i przytuliłam się do swojego męża. Mam przyjaciela w swoim mężu, zatem mam szczęście.
 
    KONIEC