ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ SIÓDMY
Napisany: 2019-10-05    19:40  
 
Rano obudził mnie sygnał telefonu. Dlaczego mnie budzisz, odezwałam się zaspanym głosem. Lenka, wstawaj, chyba mamy coś dzisiaj do zrobienia? Grzesiek jak zawsze rzeczowy. Grześ, chce mi się spać, odparłam. To co robiłaś w nocy, zapytał? Ganiałam myszy, głupio się pytasz. Dobrze, już cię nie męczę, ale wstawaj i przyjedź do mnie do gabinetu, załatwimy zwolnienie i pojedziemy dzisiaj, mam nadzieję, że nie zapomniałaś? No tak, przypomniałam sobie, mamy jechać do Walki. Tylko Walka jeszcze nie wie, że zwalę się jej na głowę razem z Grześkiem, muszę zadzwonić. Wybrałam numer i w słuchawce odezwał się kojący głos mojej Walentyny; gadaj, co tym razem nawywijałaś? Ja, nic, tylko jest taka sprawa, że Grzesiek chce przyjechać ze mną do ciebie. Na długo, zapytała? Jeszcze nie wiem, to zależy od tego ile mi załatwi zwolnienia. Przyjeżdżajcie, będziecie mieli co robić, wiosna na całego u nas. Lenka, odpoczniesz i może dogadasz się w końcu z Grześkiem, a przy okazji poznam go, dodała.
Wyskoczyłam z łóżka, sama świadomość, że jadę do Wali wprawiła mnie w dobry nastrój. Za niecałe pół godziny byłam gotowa do wyjścia. 
W gabinecie Grzesiek miał pacjentkę więc musiałam poczekać, ale żeby mu nie było za dobrze, zadzwoniłam, że jestem pod drzwiami i nie przywykłam czekać na chłopa. Lenka uspokój się, powiedział, za dziesięć minut kończę. Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam przeglądać moją stronę autorską. Czasami tak robiłam kiedy musiałam czymś zająć ręce i umysł. Poczytałam kilka rozdziałów książki, i z gabinetu wyszła pacjentka, a za nią Grzesiek. Chodź, powiedział, pójdziemy do gabinetu lekarskiego, kolega już wie o co chodzi, tylko musisz być osobiście. Posłusznie poszłam za nim, i posłusznie też usiadłam naprzeciwko lekarza, który zmierzył mnie badawczym spojrzeniem. Bierze pani leki, zapytał? Tak, biorę, odparłam. Teraz pan doktor wypisał mi receptę, zalecił kontrolę i wysłał zwolnienie do mojej szefowej.
Wyszłam z gabinetu i wpadłam prosto na Grześka, który właśnie wchodził do tego samego gabinetu. A ty po co tam idziesz, zapytałam? Spokojnie Lenka, tylko o coś zapytam.
Masz zwolnienie na miesiąc czasu, powiedział, kiedy wyszedł z gabinetu, wskazana zmiana miejsca, więc dzisiaj wyruszamy. Ja już skończyłem, też mam wolne, więc co, jedziemy do Walentyny?
Po południu spakowałam walizkę, powiedziałam co Grzesiek ma wziąć ze sobą i kiedy już po mnie podjechał, wiedziałam, że coś się w moim życiu znowu zmienia.
Siedziałam w samochodzie i patrzyłam jak otępiała w okno. Za oknem ukazał się piękny las. Grześ, zjedź tutaj do lasu, chcę trochę pochodzić po lesie. Grzesiek popatrzył na mnie, ale skręcił, zgasił silnik, wyjął kluczyki i poszliśmy na krótki spacer.
Pamiętam jak spacerowałam z Pawłem, ty wtedy siedziałeś z Anią na kocu nad jeziorem. Grześ wziął mnie za rękę, mocno ją uchwycił i powiedział tylko jedno słowo, pamiętam.
Nic więcej do siebie nie powiedzieliśmy, tylko każde z nas myślało o swoim bólu. 
W końcu Grzesiek nie wytrzymał i powiedział; dosyć Lenka, nie możemy żyć przeszłością, mamy siebie, cieszmy się z tego, że nie zostaliśmy całkiem sami. Teraz pojedziemy do Walentyny i będziesz robiła to, co lubisz, po powrocie trzeba pomyśleć o zmianie mieszkania, koniecznie.