HALSZKA 70 III         RADIO HOST

AKUALIZACJA      09.03 - 13.03.2019 r.  

 

Życie w pigułce XXI
09.03.2019 marzycielka69
 
Teraz musiałam zająć się pogrzebem. Poczułam się bardzo samotna. Nie wiedziałam od czego mam zacząć. Przyjechał do mnie mój brat. Moja bratowa wysłała swojego męża, bo sama się rozchorowała. Brat chodził wszędzie ze mną. Nie miałam pozwolenia na wydanie zwłok. Poszłam po to zezwolenie do prokuratury, ale niestety, zwłoki zostały wywiezione do innego miasta na sekcję, ciągle im coś nie pasowało. Zrobiłam awanturę, pierwszy raz w życiu wykrzyczałam wszystkie swoje żale. Jakoś mnie nie zamknęli za to. Brat na siłę mnie karmił, bo znowu nie byłam w stanie nic przełknąć.Jedną kromkę chleba jadłam pół godziny. Dziećmi w tym czasie zajmowała się kuzynka mojego męża. Byłam zmęczona, bez siły i ciągle płakałam. Brat ze szwagrem moim kupowali ubranie do trumny, wybrali trumnę, pozałatwiali ze mną co tylko było do załatwienia. Ale zwłok nadal nie było. Dostałam zezwolenie dopiero po tygodniu. Pogrzeb był spokojny, nie uroniłam ani jednej łzy, natomiast dzieci płakały. Przyszły klasy moich dzieci, było dużo ciekawskich sąsiadów. Z mojej rodziny poprzyjeżdżali nawet z Warszawy. Ksiądz patrzył na mnie podejrzanie, nie chciało mi się płakać. Stałam jak odrętwiała. Wrzuciłam wiązankę na trumnę, zasypali ją razem z trumną - tyle zostało z mojej miłości. Po pogrzebie przyjęcie było spokojne. Nie pozwoliłam na postawienie nawet jednej butelki alkoholu. A ja poszłam przez pole pięknym łanem zboża ozdobionym, piękną łąką aż pod las, Tam spokój, cisza, jakby czas się zatrzymał. Ale zaraz za mną przybiegł mój brat ze szwagrem moim. Nie pozwolili mi być samej. A ja tego potrzebowałam. Szwagier zaproponował mi, że przejdziemy się trochę wokół domu, jeśli nie chcę siedzieć przy stole. Nie chciałam siedzieć między rozprawiającymi na temat co by było gdyby było. Poszliśmy zatem spacerkiem wtedy szwagier mi powiedział, że mogę z każdą sprawą przyjść do niego do pracy, wtedy on zwolni się na godzinkę i mi pomoże. Skorzystałam z tej propozycji. Po paru tygodniach zostałam wezwana na prokuraturę. Dochodzenie w sprawie śmierci męża zostało umorzone. Mąż sam doprowadził do swojej śmierci. Ale przed śmiercią zadzwonił na policję, że żona chce go zabić. Nie uwierzyli mu, ponieważ ledwo mówił. Kiedy jednak już nie żył, byłam podejrzana numer jeden. Mąż poszedł na pogotowie wypisał sobie tabletki Relanium, wypił dwie butelki wódki i puścił gaz. A do picia zaprosił jedną z koleżanek. Kiedy wypili wódką, wygonił ją i zrobił sobie posłanie. Byłam zszokowana. Jaki perfidny sposób uwikłania mnie w zbrodnię.

 

 
Życie w pigułce XXII
10.03.2019 marzycielka69
 
Nie mogłam się pozbierać. Ojciec był w szpitalu a ja bałam się wejść do własnego mieszkania. Przyjechała do mnie siostra na urlop. Zajęła się wszystkim, mi kazała chodzić na spacery. Brałam dzieci i szłam. Ale one miały już swoje życie. Koleżanki i koledzy na podwórku byli dla nich teraz ważni. Coś zaczęło się zmieniać. Dzieci stawały się bardziej odpowiedzialne. W końcu przyszedł do domu ze szpitala ojciec. Były okresy, że czuł się dobrze, a były okresy że często przyjeżdżało pogotowie. I tak płynęły dni jeden za drugim. Nie za bardzo rozumiałam swojej apatii, siedziałam czasami godzinami w jednym miejscu wpatrzona w kąt. Lekarz orzekł znowu nawrót choroby. Musiałam brać leki. Lekarz wystawił mi skierowanie na komisję lekarską i po paru tygodniach byłam już na rencie. Często do mojego domu przychodził szwagier, zawsze coś się psuło. Ojciec już nie dawał rady i zgodnie z obietnicą, szwagier naprawiał mi usterki. Bywało, że z nami wypił kawę czy zjadł obiad. Mój ojciec mógł sobie popolitykować. I tak już się działo, że często był u nas na kawie. Czas leciał szybko. jednego razu spotkałam na spacerze mężczyznę, który tak jak ja chodził bez celu. Często rozmawialiśmy. W końcu te spacery przerodziły się w spotkania przy kawie i obiedzie. Na moje nieszczęście.Często spotykaliśmy się. Ale każde z nas miało swoje mieszkania i swoje życie. Bywało, że spędzaliśmy czas u niego z jego dziećmi, albo odwrotnie. Nasze dzieci jakoś się nie za bardzo polubiły a ja nie nalegałam, miały prawo do tego. Ta nasza znajomość trwała sześć lat. Przez ten okres wiele się działo złych i dobrych rzeczy. Początkowo chodziliśmy na dancingi, przypomniałam sobie jak można cieszyć się z tańca. Ale zaczęła pojawiać się zazdrość. Zaczął mnie kontrolować, ograniczać mi znajomych i pojawił się alkohol. Tego było już za wiele. Nauczona doświadczeniem chciałam szybko zakończyć znajomość, lecz nie było to łatwe, bo nie chciał się odczepić. Bywało, że stał pod oknem mojego bloku aż zgaśnie światło i dopiero odchodził. Szwagier mnie ostrzegał, że to nie jest dobry człowiek. Starałam się ograniczać nasze spotkania do minimum. Pewnego razu wtargnął do mieszkania i zaczął zaglądać w każdy kąt i krzyczał, gdzie on jest! Kto? Nic nie rozumiałam. Złapał mnie za gardło i zaczął dusić. W tym czasie weszła do domu córka z moją sąsiadką. Odskoczył do mnie i powiedział, żebym się nie ważyła iść na policję. Poszłam. Zrobiłam obdukcję i złożyłam papiery do sądu. Dostał zawiasy. Ale dalej nie chciał się odczepić, tylko teraz to już mógł sobie podskakiwać, Miałam w domu syna i jego kolegów na podorędziu.
 
Życie w pigułce XXIII
10.03.2019 marzycielka69
 
W końcu ojciec tak zachorował, że zmarł na moich rękach we własnym łóżku. Nie dałam rady z córką go uratować. Lekarz przyjechał, wystawił akt zgonu. Następna tragedia. Teraz przyszedł dla mnie jeszcze cięższy okres w życiu. Zaczęłam chorować. Wylądowałam w szpitalu, musiałam przejść operację. Lekarz wystawił mi diagnozę, klimakterium. Byłam wystraszona, miałam dopiero czterdzieści lat. Wtedy nie było takiej świadomości jak jest teraz. Nie wiedziałam, że to co się ze mną dzieje, to są objawy klimakterium. Zebrałam wszystkie możliwe objawy związane z tym okresem życia. Byłam w takim stanie, że nie jadłam, nie spałam prawie nic, nie wiedziałam jaki to jest dzień, odróżniałam tylko dzień i noc. Przeleżałam w łóżku cztery lata, gotowa sobie odebrać życie, bo to, co się ze mną działo to była sama męczarnia. Jakby mnie Bóg karał za wszystkie kobiety świata. A na dokładkę moje dzieci, nie wiedząc co robić, po prostu mnie zostawiły samej sobie. W końcu powoli zaczęłam się podnosić w łóżka. Syn robił mi zakupy, a ja już potrafiłam skupić się nad gotowaniem dla niego obiadu. W tym czasie moja córka wyjechała z koleżanką. Była poza domem około dwóch lat. W dalszym ciągu nie wychodziłam z domu ponieważ lęk przed wyjściem poza mieszkanie paraliżował mnie do granic obłędu. W końcu wróciła córka do domu i podjęła pracę w naszej miejscowości. Miasto choć nie duże ale gwarne. W tym też czasie zaczęłam mieć problemy ze synem, Do tej pory grzeczne dziecko, prymus w szkole, teraz zaczął zajmować się kontrabandą. Szalałam ze strachu, ale nie byłam w dalszym ciągu zdolna do opuszczenia mieszkania. Zadzwoniłam po szwagra. Przyszedł. Poprosiłam go, żeby mi przyprowadził do domu syna, ale szwagier dziwnie zareagował, powiedział, że chłopak musi się wyszumieć. Tak wyszumiał się; rzucił szkołę, i stał się przemytnikiem. Łatwy pieniądz zawrócił wtedy ludziom w głowach. Moja córka już miała swoje życie. Grzeczna, skromna, pełna energii dziewczyna, nie dawała mi żadnego powodu do smutku, raczej do dumy. Podobało mi się jej podejście do życia. W tej chorobie chociaż ona mi pomagała. W tym czasie zaczęli do mnie przychodzić Świadkowie Jehowy. Dawali mi dużo ciepła, opieki, nadziei, miłości. To wszystko czego człowiek potrzebuje. Nie za bardzo wchodziła mi wtedy nauka do głowy, ale słuchałam co mówili na temat Boga i nadziei na przyszłość.
Życie w pigułce XXIV
10.03.2019 marzycielka 69
 
W tym czasie moja córka przyjęła chrzest u Świadków Jehowy. Bardzo szybko poznała fajnego chłopaka i w przeciągu niecałego roku wyszła za mąż. Jakiś czas mieszkali z nami, ale w końcu kupili sobie mieszkanie. Dzień, w którym wyprowadzali się był dla mnie koszmarem, Czułam jakby mi ktoś wyrywał serce. Mojej córce też było ciężko, popłakała się biedna, ja też tylko jak już pojechali. Ale o siódmej rano była u mnie, przyszła na kawę, bo mąż poszedł do pracy. Długo się przyzwyczajałyśmy do tej nowej sytuacji. Syn się już uspokoił, poszedł do pracy i do szkoły wieczorowej. Ja powoli wychodziłam z domu. Pierwsze moje kroki były pod kontrolą moich nowych przyjaciółek, które co dzień przychodziły do mnie z pomocą i z literaturą. Zaczął się dla mnie nowy etap życia. Pewnej soboty syn poszedł na wesele koleżanki, ja poczułam się jakoś dziwnie, chciało mi się spać, więc się położyłam, ale jeszcze zadzwoniłam do córki, że ze mną jest coś nie tak. Tylko że słowa moje to był bełkot. Za parę minut przyjechali do mnie samochodem. Nie mogłam ustać na nogach, nie mogłam powiedzieć ani słowa. Włożyli mnie do samochodu i zawieźli do szpitala, potem szybko windą na oddział. Usłyszałam tylko jedno słowo; udar. Potem już wszystko biegało i szurało wokół mnie. Byłam jak podpięta do jakiegoś urządzenia. We wszystkich kierunkach widziałam kabelki. Naszpikowali mnie lekami, i praktycznie cały czas byłam jak w letargu. Było mi wszystko jedno. Widziałam obok siebie córkę, zięcia, mojego syna w jasnym garniturze razem z jego dziewczyną. Napisałam na jego ręku; idź się bawić. Ale on nie poszedł nigdzie. W końcu usnęłam, Już na drugi dzień czułam się lepiej, a za tydzień już chodziłam. Wprawdzie musiałam się czymś podpierać, żeby nie upaść, ale i tak było o wiele lepiej. Córka zaczęła mnie dokarmiać. Lekarz przyszedł i zobaczył truskawki, kazał zabrać córce; mama ma cukrzycę. No tak, jeszcze to. Rehabilitacja przebiegła sprawnie i z dobrym skutkiem. Dzisiaj nic prawie nie zostało. Tylko ja widzę w lustrze lekko wykrzywioną twarz. W domu zachowywałam się już normalnie. Nie czułam się chora, tylko dieta i może być. Dużo teraz czytałam literatury i Biblię Świadków Jehowy. Coraz bardziej widziałam to, co oni chcieli mi przekazać. Zaczęłam utożsamiać się z tą religią i głęboko wierzyć, że jest to religia prawdziwa.
 
 
 
Życie w pigułce XXV
11.03.2019 marzycielka69
 
Życie moje nabierało kolorów. W moim mieszkaniu drzwi się nie zamykały. Poznawałam sukcesywnie braci i siostry ze zboru. Raz w tygodniu miałam tak zwane studium, a oprócz tego sama analizowałam Strażnicę i Przebudźcie się. Wszystko co napisane było w tych publikacjach miało potwierdzenie w Biblii, którą dostałam na moim studium. Odkrywanie tak zwanej prawdy przynosiło mi wiele przyjemności. Teraz moje życie stało się radosne, szczęśliwe i pełne nadziei. Wiedziałam; tu jest moje miejsce. Dostałam dużo więcej niż się spodziewałam. Miałam przyjaciół, i szczęśliwe życie - tego właśnie potrzebowałam. Ale moja nauka szła opornie, ponieważ po udarze dłuższy czas nie zapamiętywałam wiele rzeczy, a wiedza była mi potrzebna do życia w społeczności Świadków. Dlatego nie zrozumiana musiałam iść swoim tempem. Za moje nauczanie wzięła się moja córka z zięciem. Raz w tygodniu przez pół godziny dokładnie rozważaliśmy temat po temacie
.temacie.Wkońcuktórejśniedzieli odważyłamsię i wyszłam na zebranie. Ileż to radości mi dało. Wprawdzie niewiele rzeczy jeszcze rozumiałam ale byłam wśród ludzi, którzy otaczali mnie braterską miłością. W końcu po wielu miesiącach trudnej nauki zdałam pytania do chrztu. Pojechałam z córką i zięciem samochodem prawie dwieście kilometrów na Zgromadzenie, na którym miałam wziąć chrzest. Sama droga była już dla mnie wycieczką. Ale kiedy weszłam na Salę Zgromadzeń przeraził mnie tłum jaki tłoczył się w kafeterii. Nigdy do tej pory nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu. Wszyscy ładnie ubrani bez przepychu ani niechlujstwa. Dzieci grzeczne, posłuszne, tylko czasami któreś płakało - takie ich prawo. Wszystko miało swój czas i miejsce. Zdyscyplinowani bez ociągania skierowali się na swoje miejsca kiedy brat ogłosił, że za dziesięć minut zaczynamy. Z tego Zgromadzenia niewiele pamiętam, ponieważ skupiona byłam na moim chrzcie. W końcu przyszła pora kiedy brat powiedział, aby zajęli z przodu miejsca ci, którzy mają dzisiaj przyjąć chrzest. Było specjalne przemówienie dla nas. Potem brat zaprowadził nas na miejsce naszego chrztu. Na zapleczu przebrałyśmy się w inne ciuszki bo przecież będziemy całe mokre. Poszłam pierwsza. Dwóch braci powiedziało mi co mam robić i po prostu zanurzyli mnie całą w wodzie. Wyszłam szczęśliwa, w końcu jestem Świadkiem Jehowy. Na zapleczu czekał na mnie lekarz i jeden brat z mojego Zboru i oczywiście wpuścili też moją córkę z koleżanką. Ponieważ wiedzieli o moich chorobach chyba na wszelki wypadek zmierzyli mi ciśnienie.
 
 
 
 
Życie w pigułce XXVI 
12.03.2019 marzycielka69
 
Droga powrotna do domu choć już dla mnie męcząca, była radosna. Cały czas coś mówiłam, po prostu przeżywałam jeszcze raz ten dzień. Zaczynało się dla mnie życie całkiem inne niż prowadziłam do tej pory. Teraz wszystko toczyło się wokół służby, zebrań, spotkań z przyjaciółmi i czytania wszystkiego co było z tym związane. Już nie paliłam papierosów, nie spotykałam się z sąsiadkami, bo po prostu nie miałam na to czasu. Moja siostra i brat odsunęli się ode mnie, ponieważ nasze rozmowy zawsze schodziły na tematy biblijne, co nie podobało się mojej rodzinie z tak zwanego świata. A poza tym, jak byłam uczona, to wszystko co poza zborem, jest pod wpływem szatana, a co za tym idzie, może zatruwać mój sposób myślenia i odciągać od prawdziwego wielbienia Boga Jehowy. Wierzyłam i ufałam braciom. Wszystko co dostawaliśmy od tak zwanego Ciała Kierowniczego było świętością. Ponieważ, jak mnie uczono, jest to jedyny kanał łączności między Bogiem Jehową a zborami. Pochłonięta byłam służbą, ona dawała mi radość. Moje szczęśliwe życie nie mogło być na długo, nie z moim fartem w życiu. Zaczęłam znowu chorować. Bóle paraliżowały mój każdy krok. Lekarze nie mogli odkryć przyczyny tego bólu więc na wszelki wypadek stwierdzili, że to zapewne objawy nerwicowe. A ja coraz bardziej pogrążałam się w cierpieniu. Leczyli mnie na stany zapalne, na wszelki wypadek na nerki. Nic nie pomagało. Ale objawy były dziwne, mogły wskazywać na wszystko. Aż lekarz w przychodni robiąc mi USG powiedział do mnie, że nie jest dobrze, mam ogromnego guza w miednicy. Jakiego guza, teraz? Nie mam przecież czasu na choroby ja chcę iść w teren! Lekarz dwa razy mi powtarzał, że mam iść rano do szpitala, jeszcze do mnie to nie docierało, więc powiedział podniesionym głosem; ma pani raka, zrozumiano? Jak kubek zimnej wody na gorącą głowę. Jeszcze mi to potrzebne. Rano byłam już o ósmej na izbie przyjęć. Na oddziale pobrali mi wycinek i wysłali do badania. Za tydzień był wynik, i czas przygotować się do pierwszej fazy walki. Przed operacją lekarz przeprowadzał wywiad ze mną i zauważył, że nie ma oznaczonej grupy krwi. Jestem Świadkiem Jehowy doktorze. Długopis spadł na podłogę, lekarz patrzył na mnie, nie wiedziałam co on teraz zrobi. Pani raczy sobie ze mnie żartować? Stanęło na tym, że podpisałam papier gdzie zwalniam go od wszelkiej odpowiedzialności łącznie z moją śmiercią, ponieważ dawał mi w tym wypadku niewielką szansę na przeżycie.
 

 

Życie w pigułce XXVII 
12.03.2019 marzycielka 69
 
Rano przed operacją dostałam trochę leków, które mnie otumaniły. Nie bałam się, było mi wszystko jedno co robią. Pamiętam jak wieźli mnie na łóżku na salę operacyjną. Światełka migotały mi nad głową. Na sali operacyjnej położyli mnie na innym łóżku, a nade mną ogromny reflektor z rażącym w oczy światłem. Ostatnie co pamiętam to modlitwę jaką w myślach kierowałam do Jehowy, a potem już nic. Obudził mnie głos kobiety; proszę pani budzimy się! Torsje wstrząsnęły moim ciałem. Dobrze, usłyszałam, zwróciła narkozę. Nic mnie nie bolało tylko, tylko dreszcze targały moim ciałem. Zostałam przewieziona do izolatki, podpięta do kabelków, jakbym była jakimś robotem. Nade mną mruczała jakaś maszyna, a mi było ciągle zimno. Pielęgniarka nakładła na mnie tyle koców, że poczułam ich ciężar, ale w dalszym ciągu miałam dreszcze.. W końcu szybkie kroplówki nawodniły moje ciało i powoli robiło mi się ciepło, tylko stopy były lodowate. Przyszła moja córka z zięciem, pamiętam, że moczyła mi usta ale nie chciała mi dać pić. Potem przyszedł syn ze swoją narzeczoną. Pielęgniarka poprosiła, żeby mi dali odpoczywać, więc szybko poszli. A ja nie wiem kiedy mijały mi godziny i dni. Powoli zaczęłam chodzić po pokoju a potem po oddziale. W końcu poszłam do domu. Dużo leżałam, smarowałam maściami bliznę po operacji. Była przez cały brzuch. Początkowo ciężko było się rozprostować, ale powoli dochodziłam do siebie. Miałam anemię zatem trzeba było nadganiać hemoglobinę, Robiłam sobie sok z czerwonych buraków, marchwi i jabłek. Codziennie po obiedzie wypijałam szklankę takiego soku. W ciągu miesiąca dobiłam do prawidłowej cyfry dwanaście. Teraz kontrola była raz w miesiącu, leki i badania. Waga leciała w górę w tempie torpedy. Nawet jak niewiele jadłam to i tak wszystko szło w biodra i nie tylko. Z filigranowej sylwetki nic nie zostało. Kiedy zaczynała się choroba miałam czterdzieści osiem kilo, kiedy skończyłam walkę miałam prawie dziewięćdziesiąt. Nie mogłam na siebie patrzeć. Za dużo różnych leków, łącznie ze sterydami i hormonami, a za mało ruchu. Nic nie mogłam zrobić. Czas się przyzwyczaić do siebie. Teraz skupiłam się na służbie dla Jehowy. Chciałam dużo głosić, więc podjęłam służbę pioniera pomocniczego. Kwantum robiłam bardzo szybko, dlatego po pewnym czasie napisałam prośbę o przydzielenie mnie do pełno czasowej służby, to znaczy na pioniera stałego. Po pewnym czasie przyszło zamianowanie i teraz już pracowałam całymi dniami w terenie. Dla mnie był to piękny okres w moim życiu.
 
 

 

Życie w pigułce XXVIII 
13.03.2019 marzycielka 69
 
Żeby nie było mi za przyjemnie, życie zafundowało następną porcję smaczków. Musiałam zmierzyć się z dalszą częścią leczenia. Przeszłam jeszcze dwie operacje, które poprawiły mi jakość życia. Organizm był wymęczony narkozami więc piąty zabieg odbył się w znieczuleniu miejscowym. Mogłam sobie rozmawiać z pielęgniarką, której ręki nie chciałam puścić. Nic z tego nie pamiętałam, tylko z radosnych opowieści dowiedziałam się o sobie ciekawych rzeczy; dałam niezły pokaz aktorstwa. Potem już tylko parę dni w domu nabierać siły i w teren. Cudowny czas, skupiona na ludziach, ich problemach i nauczaniu; nie miałam czasu na zwracanie uwagi na siebie. Żyłam jak w transie. Po dwóch latach intensywnego głoszenia pojechałam na kurs pionierski. Coś niesamowitego. Siedziałam z nosem w książkach. Szkolenie było wyjątkową lekcją, usprawniało naszą służbę w terenie. Miałam na uwadze fakt, że czas nagli, nie ma co się oszczędzać, trzeba ratować ludzi i wyrywać ich z tego zepsutego świata. Jednak coraz rzadziej można było spotkać kogoś, kto byłby zainteresowany tym, co chcę im przekazać. Pocieszałam się tym, że głoszę na "świadectwo". W przeciwnym razie szybko przyszłoby zniechęcenie. W tym czasie mój syn się ożenił i za dwa miesiące zabrał żonę i synka, i pojechali do Anglii. To była dla mnie tragedia. Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Bardzo za nimi tęskniłam. Nie mogłam się odnaleźć w tej szarej rzeczywistości. Po jakimś czasie syn przyjechał po mnie. Znalazłam się w Anglii. Przeżyłam szok kiedy zobaczyłam jak ona wygląda. Trzy miesiące ledwo wytrzymałam. Pogoda paskudna, ciągle padało. Latem było zimno jakby to była jesień. Znalazłam się w obcym zborze nie znając języka. Były tam dwie Polki, które się mną zajęły, w przeciwnym wypadku chyba bym nawet nie była na zebraniach. Chodziłam też do służby. Po trzech miesiącach witałam swoje mieszkano z wielką radością. Powróciłam do swojego zboru i braci, a co najważniejsze, na teren, gdzie mogłam głosić bez problemów językowych. Ale żeby mi nie było za dobrze, zaczęłam odczuwać bóle nóg. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że puchną do jakiś ogromnych rozmiarów. Początkowo myślałam, że to zmęczenie po wielogodzinnej wędrówce po terenie. Poszłam do lekarza. Lekarz mi powiedział, że mam uszkodzony układ limfatyczny spowodowany wycięciem węzłów chłonnych podczas operacji. Nic nie da rady zrobić, trzeba nauczyć się z tym żyć.
 
 
 
Życie w pigułce XXI
15.03.2019 marzycielka69
 
Życie moje w dalszym ciągu toczyło się wokół spraw związanych ze służbą dla Boga. Częste wizyty koleżanek, służba w terenie, nauka własna, która opierała się na publikacjach i książkach Świadków Jehowy. Zdrowie już szwankowało, nogi coraz bardziej odmawiały mi posłuszeństwa. Zaczęłam mieć problemy z ciśnieniem, trudno było lekarzom je ustabilizować. Przyszedł moment, bracia zadecydowali że zakończę służbę jako pionier stały. W tym momencie poczułam jakby mi zabrali coś cennego. Ale pokornie przyjęłam tę decyzję. Zapewne była ona kierowana troską o moje zdrowie. Tak mi się wydawało. Teraz miałam dużo czasu dla siebie. Już nie zrywałam się z samego rana tylko leżałam w łóżku. Póki leżałam nogi nie puchły. Najgorsze było siedzenie, w tej pozycji bardzo szybko przybierały wygląd serdelka. Moja służba była teraz zależna od mojego stanu zdrowia. Zaczęłam czytać książki, które wypożyczałam z biblioteki. Powoli składałam strofy, powstawały wiersze poświęcane Jehowie i braciom z zborach. Z czasem zaczęłam trochę z nieśmiałością pisać wiersze o przyrodzie, emocjach i w końcu o miłości. Znalazłam strony, gdzie swoją twórczość wstawiają poeci amatorzy. Zaczęłam wstawiać tam i swoje wiersze. Rozwijałam w sobie jasność myślenia, coraz jaskrawiej widziałam różne niedorzeczności i zakłamania.
 
TUTAJ CHWILOWO MUSZĘ ZAKOŃCZYĆ ZE WZGLĘDU NA MOJE BEZPIECZEŃSTWO, POWRÓCĘ W INNEJ ODSŁONIE POD INNYM PSEUDONIMEM. 
DZIĘKUJĘ KOCHANI ZA UWAGĘ
 

 

 
UWAGA
Chcę zostawić tę pigułkę mojego życia dla moich dzieci, być może też rodziny. Może kiedyś, gdy przyjdzie na to pora, w końcu mnie zrozumieją. Zatem zaczynam.

HALSZKA 70  III

 
Życie w pigułce  XXI
Życie w pigułce  XXII
Życie w pigułce  XXIII
Życie w pigułce  XIX
Życie w pigułce  XV
Życie w pigułce  XVI
Życie w pigułce  XVII
Życie w pigułce  XVIII
Życie w pigułce  XXIX
 

 

ORG