HALSZKA 70 II      RADIO HOST

AKUALIZACJA      05.03 - 9.03.2019 r.  

 

Życie w pigułce XI
05.03.2019 marzycielka69
 
Podczas przysięgi małżeńskiej zacięłam się, miałam największą ochotę powiedzieć, że ja nie chcę, ale ksiądz ponaglał. Nie miałam już wyjścia, tak myślałam. Po kościele wszyscy pojechaliśmy do mojego domu. Tam moja mama ze swoją przyjaciółką uwijała się pośród stołów. Były też i inne osoby, których już nie pamiętam. Po latach dowiadywałam się kto jeszcze był na tym weselu z koleżanek mojej mamy. Zrobiło się jakieś zamieszanie, nic z tego nie rozumiałam o co chodzi. Ale to spowodowała moja mama. Zrobiła dla swoich przyjaciółek oddzielne przyjęcie w innym pomieszczeniu. Nie wiedzieć dlaczego uważały się za kogoś lepszego.
 
Zrobiło się niezbyt miło. Mężczyźni ze strony mojego męża nieźle ciągnęli wódę nie wyłączając jego samego.. Zaczęły się pretensje, oskarżenia, i w końcu pijackie burdy. Niewiele zostało z tego wesela. O godzinie dwudziestej czwartej, zamiast oczepin, zostałam sama ze swoją rodziną. Mojego męża zabrał jego ojciec na wyraźną prośbę mojego ojca.Tak rozpoczęłam życie mężatki.
 
Rano, skoro świt, przyjechali po nas taksówką . To było żenujące. Nie miałam ochoty nawet rozmawiać. Prosiłam wujka, który mi proponował objęcie gospodarstwa po dziadkach, żeby mnie zabrał ze sobą. Ale wujek powiedział, że jestem już mężatką. Miałam ochotę uciec w las. Nie było już mojego sadu gdzie czułam się bezpiecznie. Mama nie chciała już jechać, ale ojciec się zgodził, wzięliśmy jeszcze moich gości i pojechaliśmy do domu mojego męża, a jednocześnie już mojego domu.
 
Stoły pełne jedzenia i picia. Ciągle ktoś coś donosił. Siedziałam koło swojego męża i zastanawiałam się czy tak wygląda miłość małżeńska? Nic nie czułam już do niego, dziwna obojętność. Znałam ten mechanizm zachowań. Ale o dziwo, wszystko odbywało się w sposób godny; teść ograniczył alkohol do minimum. Siedziałam, nie bawiłam się, bałam się tego, co mnie czeka w obcym otoczeniu, z obowiązkami żony. Jak ja wtedy żałowałam, że spotkałam go przy tej siatkówce. Po co ja wychodziłam grać? Po co rodzice się przeprowadzali? Oskarżałam siebie i innych za moją złą decyzję. A wierzcie mi była najgorszą z decyzji jaką mogłam podjąć w sprawie małżeństwa.
 
 
 
 Życie w pigułce XII
05.03.2019 marzycielka 69
 
Nad ranem goście się porozchodzili. Zostałam z mężem, jego rodzicami, siostrą i jej mężem. Mój ojciec pojechał jakimś samochodem. Pierwszy raz w życiu i ostatni ojciec mnie przytulił. Było to dla mnie dziwne. Nie chciałam jego łap czuć na swoim ciele. Byłam przerażona, praktycznie zostałam w obcym mi otoczeniu z ludźmi, którzy tak samo byli dla mnie w pewnym sensie obcy. Moja szwagierka i teściowa zaczęły sprzątać ze stołów, wzięłam się i ja za tę robotę. W kuchni już grzała się woda do zmywania wszystkich naczyń. Pokój w którym nam pościelono tapczan, był dużym pokojem, schludnie, choć bez gustu urządzonym. Ale ja nie kwapiłam się kłaść do spania. Może to wydać się dziwne, ale to był mój pierwszy raz, kiedy miałam spać z mężem, i obcować. nie byłam na to chyba jeszcze gotowa. Nie wiedziałam gdzie mam się umyć, przebrać, nikt mi nic nie ułatwiał. Mój mąż położył się zmęczony spać i zaraz zasnął, a ja z teściową i szwagierką sprzątałyśmy po przyjęciu.Rano teściowa poszła do obrządku, teść poszedł spać, szwagierka też poszła do swoich dzieci i swojego męża. Rozglądałam się, gdzie by się tu umyć. Łazienki nie było, nie miałam pojęcia jak to zrobić. Teściowa wróciła z mlekiem, więc zapytałam. Wskazała mi miskę, i dała ręcznik. Bez żadnego parawanu, zero intymności. Byłam przerażona. W końcu zmęczona do granicwytrzymałości położyłam się koło męża. Kładłam się delikatnie, żeby go nie zbudzić. Rano pojechaliśmy do moich rodziców. Jak ja za nimi tęskniłam. To było okropne, jak można męczyć się będąc z kimś, za kogo się przed chwilą wyszło za mąż. Wieczorem poszliśmy spać, już nie było wyboru, musiałam zdecydować się na ten pierwszy raz. To jakiś koszmar a nie przyjemność! 
 
W końcu trzeba było iść do pracy. Miałam wrażenie, że wracam do moich chwil, kiedy byłam panną. Tu było ciągle tak samo, nic się nie zmieniło, tylko ja się zmieniłam. Ciągle było mi niedobrze. Moje emocje krzyczały z niemocy. Nie chciałam tego małżeństwa. W domu mojego męża ciągle były krzyki, jakieś szarpania, nie było nigdy spokoju. Starałam się na zewnątrz nie pokazywać co czuję, ale zapowiadała się niezła katastrofa. Nic się moje życie nie zmieniło, oprócz tego, że zmienił się ojciec na teść i mąż, podobny do swojego ojca. W moim rodzinnym domu nie było wódki, to było na plus, natomiast tutaj, ona była na porządku dziennym. Zastanawiam się do dzisiaj, jak to było, że ja przed ślubem nawet tego nie zauważyłam? 
 
Pierwszy raz dostałam od męża w twarz, kiedy byłam w ciąży pierwsze tygodnie, było trzy miesiące po ślubie. Teść z teściową wtedy odciągnęli go ode mnie. Ale zaraz mąż mnie przeprosił, że nie chciał, tak jakoś mu ręka poleciała. Byłam rozżalona, zawiedziona i nie wiedziałam co robić. Dla mnie to był ciąg dalszy dzieciństwa, tylko że agresja się potęgowała. Jak miałam się zachować? Najchętniej bym uciekła, tylko dokąd? Nie miałam gdzie iść. To były czasy, kiedy nie zajmowano się za bardzo sprawami kobiet maltretowanych. Do końca ciąży już mnie nie dotknął. Był dla mnie już obcym człowiekiem. Po porodzie teściowa nie chciała, żeby moje dziecko budziło ją po nocy, bo miała dosyć dzieci swojej córki, więc od razu z porodówki pojechaliśmy do wynajętego domu. Ze mną była mama. Przyjechała po mnie razem z moim mężem, Oboje wręcz się nienawidzili. Moja mama wiedziała, że ja cierpię. Powiedziałam jej kiedy mnie uderzył. Mąż wiedział, że moja mama chce, żebym go zostawiła i dlatego nie znosił jej obecności. Był listopad. Zostałam w obcym miejscu z mężem, nieodpowiedzialnym mężczyzną, który uważał, że kobieta jest do roboty w domu i przy dziecku, bo przecież on z pracy przychodzi zmęczony i głodny więc i obiad mu się należy. A co mi się należało?
 
Jedno pasmo samych niepowodzeń. Kiedy mu się coś nie podobało, szedł pić, jaki będzie kiedy przyjdzie, nigdy nie wiadomo. W takich momentach strasznie się bałam. Nie przebierał w słowach i czynach. Po prostu mnie bił przepraszał, klękał na kolanach, przynosił kwiaty i znowu pił i bił.
 
Życie w pigułce XIII
06.03.2019 marzycielka69
 
Pewnego dnia mąż wrócił z pracy pod wpływem alkoholu, był ubrudzony błotem. Nie pytałam co się stało, bo praktycznie mnie to nie interesowało, miałam maleńkie dziecko i to było dla mnie najważniejsze. Następnego dnia poszedł do pracy. Za jakąś godzinę przybiegła do mnie szwagierka. Okazało się, że mój mąż poprzedniego dnia tak pobił jakiegoś mężczyznę, że złamał mu rękę i policja już go szukała. Nadal nie miałam ochoty tym sobie głowy zaprzątać. W ciągu niespełna trzech lat pod jego wpływem stałam się wrakiem człowieka. Usłyszałam pukanie do drzwi, weszło dwóch policjantów. Pozwoliłam im zajrzeć gdzie tylko sobie chcieli, mało mnie to obchodziło. W końcu znaleźli go gdzieś u jakiejś kochanki. Mąż został aresztowany. Zostałam z małym dzieckiem, bez pracy, bo musiałam się zwolnić ze względu na dziecko. Nie miałam żadnych oszczędności. Po południu tego samego dnia przyjechał do mnie ojciec. Kazał mi się pakować, zostawić to wszystko i nie przejmować się. Kiedy się pakowałam ojciec poszedł do moich teściów i zrobił im karczemną awanturę. Ponoć wyglądałam jakbym wyszła z Oświęcimia, ale ich to nic nie obchodziło. Moi rodzice nie widzieli mnie prawie trzy lata. W domu u rodziców rozchorowałam się na dobre. Nie miałam siły jeść. Pierwszy raz widziałam w oczach mojego ojca łzy. Mama zajęła się moją córeczką a ojciec chodził koło mnie jak koło małego dziecka. Było to dla mnie coś nowego. Lekarz kiedy mnie zobaczył, powiedział mamie; jakiś cud że ona żyje. Teraz powoli dochodziłam do siebie, Opieka i troska rodziców, starania mojego brata, postawiły mnie na nogi. Nabierałam siły, kształtów, oczy były już nie matowe tylko błyszczące. Na rozprawę nie pojechałam, paczki też nie wysłałam, na odwiedziny nie jeździłam, Kiedy ojciec się dowiedział, że jest rozprawa mojego męża chciał mnie zawieść żebym była z mężem, ale ja nie chciałam. Pojechała moja mama z ciekawości zobaczyć rozprawę. Mojej mamy koleżanka pracowała w sądzie dlatego wprowadziła ją na salę i mama wszystko widziała i słyszała. Bez znaczenia dla mnie. Coraz bardziej robiłam się normalną kobietą. Nabierałam ciała, uśmiechałam się i cieszyłam z córeczki. Aż przyszedł czas na pracę. Mojego sklepu już nie było, po prostu zlikwidowali. Ale dostałam pracę w tak zwanych TIR - ach. Otwierali hotel dla kierowców. Zaczęłam pracować jako recepcjonistka. Był tylko jeden problem - dojazd do pracy. Znowu zaczęły się lęki przed drogą do autobusu. Przez trzy kilometry, które miałam do pokonania, spotykałam często dziki, sarny, lisy, jelenie, nie było to przyjemne. Lęk we mnie narastał za każdym razem jak szłam tą drogą. Zima była najgorsza, ponieważ wstawałam o czwartej rano, żeby zdążyć do pracy na siódmą. Nocki już były trochę inne, mniej stresująca droga, ponieważ szłam jak było jasno na dworze. Praca była uciążliwa ponieważ pracowałam po dwanaście godzin, potem dwadzieścia cztery przerwy i znowu dwanaście. Miałam dwadzieścia cztery lata, małą córeczkę na utrzymaniu i męża w więzieniu. Poza tym, był to czas, kiedy w sklepach niewiele było, a trzeba było ubierać też i córeczkę. I tu okazała się operatywna moja mama. Jak ja byłam po nocce, ona wyruszała do Niemiec na zakupy. Moja córcia była wypielęgnowana, ubrana jak księżniczka. To ona zaczęła rządzić dziadkami. Pewnego dnia, kiedy byłam w pracy dostałam od ojca telefon, że mój teść zmarł na zawał. Ojciec był zdania, że powinnam pojechać na pogrzeb i pokazać córkę babci, ponieważ ma prawo i zapewne chce zobaczyć jedyną wnuczkę. Pojechaliśmy samochodem; ja, ojciec, mama i moja córcia na rękach u babci. Na cmentarzu było dużo ludzi, ceremonia przebiegała już spokojnie, tylko moja szwagierka musiała odstawić swój teatrzyk. Lubiła być w kręgu zainteresowań. Zobaczyłam nad grobem mojego męża. Dostał przepustkę na pogrzeb ojca. Kiedy do nas podchodził, serce moje zaczęło szybko bić ze strachu. Ale on spokojnie się przywitał i poprosił mamę żeby dała mu córkę. Wziął ją na ręce ale ona go nie pamiętała dlatego zaczęła płakać. Zmieszał się. Ojciec mu powiedział, że jak będzie się zachowywał jak bydlak to córka go nie będzie chciała znać. Powiedział wtedy do mnie tylko jedno zdanie; przepraszam Cię za wszystko. Dla mnie to nic nie znaczyło, ponieważ poznałam jego prawdziwą twarz podczas małżeństwa. Co ja mówię, nadal byliśmy małżeństwem. Po pogrzebie wróciliśmy do domu i najpierw zaparzyliśmy sobie kawę. Bardzo lubiłam te chwile z mamą.
Życie w pigułce XIV
06.03.2019 marzycielka69
W mojej pracy wielu dowiedziało się o moich problemach. Kierowcy, którzy przyjeżdżali z trasy zaczęli przynosić dla mojej córeczki słodycze i owoce południa. Moja córka miała wszystko. A ja korzystałam przy niej. Wielu mi współczuło. Czułam się okropnie, jakby obnażona. Ale nie miałam na to już wpływu. Dostawałam piękne ubrania z zachodu Europy, moja córeczka śliczne sukieneczki. Zdobyła ich serca. Zawsze jak przyjeżdżałam z nią do lekarza, przychodziłam do pracy a moja córcia śpiewała wszystkim piosenki i kazała sobie bić brawo. Były brawa i nie tylko. Do każdego mówiła wujek, ile to radości sprawiało komuś, kto był długo w trasie z daleka od domu. Miałam pod dostatkiem wszystkiego, nie brakowało mi nawet kawy i papierosów, które niestety paliłam. Z tego też korzystali i moi rodzice. Już nie musieliśmy wystawać w długich kolejkach. To były plusy tej pracy, ale bywały i minusy. Zdarzało się że ten i ów proponował mi seks, wspólny wyjazd na wakacje czy urlop. Był taki, co mi zaproponował mieszkanie w mieście w zamian za to, że będzie mógł przychodzić do mnie jak wróci z trasy. Nie ufałam mężczyznom, miałam w umyśle obraz zdrad mojego męża i jego agresję. Ale pośród nich znalazł się prawdziwy przyjaciel. Kiedy przyjeżdżał z trasy a ja miałam dyżur to cały czas rozmawialiśmy sobie. O co nie poprosiłam, nigdy nie odmówił. Bywało, że jechał ze mną po córcię i wiózł nas do lekarza czy na zakupy. Dostawałam od niego kwiaty i dobre słowo pocieszenia. Był układny i trzymał ręce przy sobie. Dlatego mu ufałam. Nadal byłam mężatką z bagażem złych doświadczeń.
Życie w pigułce XV
07.03.2019 marzycielka69
 
Pewnego razu przyszła do mnie do pracy moja szwagierka i poprosiła żebym pojechała do teściowej, ponieważ chce ze mną o czymś porozmawiać. Trochę się tej rozmowy obawiałam, ale ojciec mi powiedział, że przecież nie mają złych zamiarów. Ale żeby się upewnić, poszłam do szwagra do pracy. Pracował po przeciwnej stronie ulicy od mego zakładu. Wytłumaczył mi, że to chodzi o sprawy spadkowe, teściowa chce porozmawiać jak rozwiązać to wszystko, ponieważ już nie chciała gospodarstwa więc sprzedawała pola, las, zostawiła tylko dom, sad i ogród. Moja szwagierka z rodziną mieszkali w mieście, a chcieli iść mieszkać do rodzinnego ich domu. Dla mnie i mojej córki miało być mieszkanie. Zapytałam o męża, co z nim. Teściowa powiedziała, że jak on lubi pić to niech sam sobie znajdzie mieszkanie, ona do tego ręki nie dołoży. Uwierzyłam. I w taki sposób dostałam mieszkanie w mieście, zaledwie sto metrów od mojego zakładu. Ale teraz był problem, ponieważ nie miałam żłobka a praca po dwanaście godzin nie wchodziła w rachubę. Pomogła mi moja kierowniczka, i dostałam pracę na osiem godzin w dogodnych dla mnie godzinach. Wynajęłam opiekunkę i spokojnie mogłam żyć .Urządzenie mieszkania trochę mnie kosztowało, ale pomogli mi rodzice. Skromne, ale własne mieszkanko dawało mi poczucie stabilizacji. Do mojego mieszkanka drzwi się nie zamykały; ciągle któraś z koleżanek wpadała na kawę. Sąsiadki poznałam zaledwie w niecały tydzień, wszystkie gotowe udzielać mi rad i pouczeń. Mama teraz spokojnie mogła do mnie przyjeżdżać i cieszyć się wnuczką. Nawet teściowa często do mnie przyjeżdżała na obiad w niedzielę. Życie toczyło się spokojnie bez większych problemów. Pewnej niedzieli ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć i zdębiałam, w drzwiach stał mój mąż. Powiedział, że on też tutaj mieszka i zajął jeden pokój. Byłam przerażona. Przecież miało to być moje mieszkanie a nie mieszkanie z nim. Oszukali mnie. Pomyślałam sobie, że teraz nie pozwolę na to żeby mnie maltretował. Próbował ze mną rozmawiać, ale ja nie chciałam wdawać się w zbędne dyskusje. Dałam mu jasno do zrozumienia żeby do mnie się nie zbliżał, bo palnę go w łeb tym, co będę miała pod ręką. Z mieszkania nie dam się wykurzyć. Przez miesiąc czasu było spokojnie. Poszedł od razu do pracy, grzecznie z pracy przychodził i zajmował się dzieckiem, bywało, że miałam gotowy obiad na stole jak wracałam z pracy. Po miesiącu czasu, kiedy dostał wypłatę, ruszył w miasto. Wrócił do domu pijany, i zaczynał swoje trele jak zwykle. Koszmar zaczynał się od nowa. Ale teraz zaczęłam już walczyć o siebie i spokój dla dziecka. Dzwoniłam na policję, oni przyjeżdżali zabierali go na wytrzeźwienie i rano wypuszczali. I tak było za każdym razem jak się awanturował. Nie miałam zamiaru być obijana, aczkolwiek dostawałam w twarz nie szczędził mi również wyzwisk. Ze zgrozą stwierdziłam, że jestem w ciąży. Ale po pewnym czasie cieszyłam się z drugiego dziecka. Jak byłam w ciąży nie podchodził do mnie, nie wyzywał i jakoś mniej pił.
 
 
 
Życie w pigułce XVI
07.03.2019 marzycielka69
 
Było gorące lato kiedy urodziłam synka. Córcia była u moich rodziców, ponieważ pod koniec ciąży nie byłam w stanie sama sobą się zaopiekować, a cóż dopiero dzieckiem. Mąż szalał ze szczęścia. W tym czasie nie można było odwiedzać kobiet na porodówce a cóż dopiero pokazać dziecko. Radziłyśmy sobie w ten sposób, że mężowie przychodzili pod okna o określonej godzinie, kiedy dostawałyśmy dzieci do karmienia. Każda pokazała swoje dziecko na ile się udało. Mąż w tym momencie stanął na wysokości zadania. Kupił wszystko co było potrzebne dla dziecka, łącznie z wanienką, kotłem do gotowania pieluch i inne niezbędne rzeczy. Ale nie omieszkał też opić syna, więc w domu urządził przyjęcie na które przyszły również kobiety. Jedna była pocieszeniem dla mojego męża. W tym momencie wpadła do mieszkania moja szwagierka i z gracją znaną jedynie jej samej powyrzucała z domu całe towarzystwo a tę kobietę wystawiła za drzwi tak jak stała, to znaczy w bieliźnie. Jak wróciłam z dzieckiem do domu po dwóch tygodniach, przyjechała do mnie teściowa i szwagierka, przywiozły mi kurczaki, nabiał, jajka, warzywa. Przywiozły także prezencik dla dziecka. Szwagierka z detalami opowiedziała mi o tym zajściu w moim domu. Mąż pojechał na jeden dzień w trasę, więc nie mogłam go się o to zapytać. Wieczorem przyjechał, na moje pytanie o tę kobietę, nic nie powiedział tylko się uśmiechnął. Nie wiem co wtedy ze mną się stało, ale chwyciłam szufelkę od śmieci i uderzyłam go w twarz. Z nosa poleciała krew. Poszedł do łazienki, obmył twarz, podszedł do mnie i tylko powiedział, że dziękuje mi za syna. We mnie wrzało, ale musiałam się wyciszyć, przecież karmiłam. Nie wpuściłam go do łóżka. Na drugi dzień pojechał w trasę na dwa tygodnie. Do domu wróciła moja córcia. Czas był dla niej pójść do zerówki. Po macierzyńskim wróciłam do pracy. Synka zawoziłam do żłobka, córka do zerówki. Teraz był to dla mnie okres zmagania się z całym światem. Mój synek okazało się że ma astmę, często dziecko było w szpitalu, a ja pod drzwiami, bo nie wolno było być z dzieckiem. Po pewnym czasie okazało się że córka ma chore oczy, potrzebna była operacja. Dwoje chorych dzieci, mąż alkoholik i ciągłe awantury w domu spowodowały, że lekarze zdiagnozowali u mnie depresję. Byłam w okropnym stanie. Moja mama zabrała dzieci do siebie, a mnie pogotowie zawiozło do szpitala.
 
Życie w pigułce XVII
07.03.2019 marzycielka69
 
Teraz mój mąż miał mieszkanie dla siebie i nie omieszkał tego wykorzystać. Więc balangi odchodziły co tydzień. Zamieszkała z nim jego kochanka. Wróciłam po pół roku, musiałam teraz walczyć o mieszkanie, bo nie zamierzałam oddać go a sama iść nie wiem gdzie. Mąż pogonił kochankę, zapewne myślał, że będziemy razem, ale ja byłam silna po tej terapii. Mąż ze złości, że nie daję się przeprosić, oblał mi mieszkanie kwasem z akumulatorów. A do kubeczków dzieci też go wlał, nie wiem czy chciał dzieci zabić, ale to nie było zachowanie zdrowego człowieka. Wróciłam do domu z miasta, otworzyłam szafę a tam same dziury jak w serze szwajcarskim. Szafa w środku zmieniła zabarwienie. Nie miałam żadnego ciuszka dla dzieci ani sama nie miałam co na siebie włożyć. Dobrze, że dziecko nie złapało kubeczka i nie wypiło. Poszłam na policję, pokazałam ciuszki, wróciłam do domu i za moment byli z dochodzeniówki. Bardzo dużo osób przewinęło się przez mieszkanie, wszystko oglądali, spisywali i zabezpieczali. Jeden policjant powiedział mi, że to próba zabójstwa. Męża nigdzie nie mogli znaleźć. W domu moim czekało na niego dwóch policjantów. Jakby zapadł się pod ziemię. Rano powiedzieli mi, żebym nie siedziała w domu i o ile mam gdzie pójść to żebym na ten czas dopóki go nie złapią zamieszkała może u rodziców. Pojechałam do rodziców. Złapali go dopiero po tygodniu. Wróciłam do domu. Teraz zaczynałam następny etap mojego życia.
 
Życie w pigułce XVIII
07.03.2019 marzycielka69
 
Miałam spokój w domu, ale praca, dzieci, kłopoty jakie pojawiały się na co dzień czasami dawały mi się we znaki. Musiałam walczyć o zdrowie dzieci. Dostałam skierowanie dla synka do sanatorium, Pojechałam na drugi koniec Polski, dobrze, że był ze mną mój brat. Jakże trudno było zostawić dziecko w obcych rękach tak daleko od domu. Nie wolno się było kontaktować, mogłam wysyłać paczki i dowiadywać się o zdrowie synka. Moje maleństwo przyzwyczaiło się do otoczenia. Co tydzień wysyłałam paczki ze słodyczami i książeczkami. Nic więcej nie można było przesyłać. Zostałam sama z córeczką i tak spokojnie, aczkolwiek z tęsknotą za synkiem, żyłyśmy sobie dzień po dniu. Po pół roku przywiozłam synka do domu. Od tego czasu astma się skończyła. Moim problemem były kolejki za wszystkim. Wychodziłam z pracy a moja córka już wiedziała gdzie jest kolejka i za czym. I tak do wieczora latało się aby cokolwiek dostać. Na całą noc chodziłam w kolejki z piątku na sobotę. Niedziela była spokojna, czasami w sobotę też byłam w pracy. Mój synek chodził już do przedszkola a córka do szkoły, a ja uwijałam się żeby im wszystko zapewnić. Nie było łatwo, jedna pensja, marne alimenty, a potrzeby coraz większe, dlatego podejmowałam prace dodatkowe żeby dorobić.Czas szybko mijał, i niestety wrócił do domu znowu mąż. Wprawdzie zachowywał się spokojnie ale ja wiedziałam, że to długo nie potrwa. Zaczął pracować, w miarę zachowywał się poprawnie, ale nie łączyła już nas żadna więź, oprócz dzieci oczywiście. Synek lgnął do ojca a on cieszył się, że synek bawi się z nim. Biegali po mieszkaniu jak dwa źrebaki, dobrze się ze sobą czuli. Mąż zaczął faworyzować syna, a córkę trzymał z dala od siebie. Widziałam jak jej było przykro. Była chora na oczy, przed nią operacja a ojciec się tym nie interesował. Ale o dziwo, z trasy przywoził zarówno synowi jak i jej różne rzeczy i słodycze, wszystko było po równo. Nie mieszkaliśmy w jednym pokoju, mąż mieszkał w jednym a ja z dziećmi w drugim. Niestety, zaczęło się pijaństwo tak jak przewidziałam. Przychodził do domu z kolegami i koleżankami. Nie interesowało go, że dzieci na to patrzą. W tym czasie zmarła jego matka. Moja córka nie bała się podejść do trumny. Nazbierała stokrotek i położyła babci koło głowy. Jakaś kobieta wyjęła te kwiatki i wyrzuciła, moja córka podeszła do niej i powiedziała, że to jej babcia i to dla niej kwiatki i żeby pani nie ruszała kwiatków. Było ciężko patrzeć na ten pogrzeb, ale mój mąż swoim zwyczajem poszedł pić.
 
 
Życie w pigułce XIX
08.03.2019 marzycielka69
 
Zaczęła też chorować moja mama. Przez osiem miesięcy coraz bardziej nikła w oczach. Zapominała się, wychodziła z domu i trzeba było ją szukać, aż w końcu nie poznawała nikogo tylko mnie i moją córkę. Choroba szybko postępowała, a ja byłam bardzo zmęczona, ponieważ nawet w nocy dostawałam telefon ze szpitala, że mama krzyczy i mnie woła. Biegłam do niej i siedziałam do piątej rano żeby się nie bała. Potem wracałam do domu, i robiłam po drodze zakupy. Podałam dzieciom śniadanie. kiedy zjadły szykowałam siebie i synka do wyjścia a córka zostawała w łóżku, ponieważ miała na popołudniu do szkoły. W pracy byłam niewyspana i przemęczona. Mama zmarła parę miesięcy później. Dla mnie było to ogromną stratą. Bardzo przeżywałam. Ojciec był już na emeryturze. Nie miałam jak nim się opiekować , ponieważ pracowałam, potem kolejki i wieczorami dzieci, pijany chłop w domu i własne problemy. Dlatego postanowiliśmy z bratem, że będzie ojciec trochę u mnie a trochę u niego. Brat pojechał po ojca i zabrał go do siebie. Za dwa dni, ojciec przyjechał do mnie, nie chciał być u mojego brata. Było mi trudno, bo i miejsca nie miałam, ale zorganizowałam kącik dla niego i powiększyła mi się rodzina. Ojciec był sprawny, chodził sobie na spacery, poznał kolegów i koleżanki a i dla mnie był pomocny. Chodził w kolejki i kupował to co dawali. Oprócz tego zajmował się dziećmi, grał z nimi w gry planszowe, nauczył mojego syna grać w szachy, nawet nauczył grać dzieci w tysiąca. Rżnęli w karty, jeszcze dołączył się do tego mój mąż. Robiło się bardzo rodzinnie. Czasami śmiałam się z ich utarczek, ponieważ mój ojciec nie znosił przegrywać a tu wnuki go ogrywały. Mąż przestał się awanturować, czuł chyba respekt przed moim ojcem. Nawet razem potrafili wypić kawę i się pospierać o politykę. Mąż nie krył się z tym, że ma kochanki, ale mnie to już nie ruszało, naszego małżeństwa już nie było. Łączyły nas dzieci i wspólne mieszkanie. Nie podobało się mężowi, że jestem taka obojętna, ciągle chciał mi udowodnić, że ma jakąś następną lalę. Ojciec w końcu poznał kobietę, zakochał się, no cóż, miłość nie liczy nikomu lat. Ona przychodziła do niego, on często zostawał u niej nawet na tydzień czy dwa. Ale zawsze wracał. Pewnego dnia rozchorował się. Astma dawała mu się dobrze we znaki a papierosów nie rzucał. Pojechał do szpitala. Wtedy mąż próbował zbliżyć się do mnie, odtrąciłam go z obrzydzeniem. Wykrzyczał mi, że jestem jego żoną, i tego nic nie zmieni. Usiedliśmy i porozmawialiśmy poważnie, poprosiłam go, żeby nie podnosił głosu. Zrozumiał, że to już koniec. A ja łagodnie mu powiedziała, że jeżeli się nie wyprowadzi to stanie się jakaś tragedia, bo albo ja nie wytrzymam i mogę złapać za nóż, albo on, i się pozabijamy, a przecież ktoś musi wychować dzieci. Przyrzekł mi, że wkrótce się wyprowadzi.
 
Życie w pigułce XX
09.03.2019 marzycielka69
 
Moja córka przeszła dwie operacje na oczy. Siedziałam za każdym razem przy jej łóżku, żeby po przebudzeniu widziała, że jestem z nią. Cała nocka w szpitalu przy dziecku, które zwraca po narkozie nie była łatwa. Mój synek został w tym czasie z moją sąsiadką, bo na męża nigdy nie mogłam liczyć. Czas szybko mijał. Mój ojciec znowu wylądował w szpitalu. A mój mąż swoim zwyczajem pił z następną jakąś panią. Wybierałam się do mojego brata, szyłyśmy spódniczkę dla mojej córki, a dobra 
krawcowa właśnie była koleżanką mojej bratowej. Mąż mi powiedział, że jak wrócę do domu, to jego już nie będzie, wyprowadza się do innego miasta. Zazwyczaj od brata wracałam w niedzielę, ale tym razem bratowa mnie przekonała, że nie mam po co jechać w niedzielę, chyba tylko po to żeby dostać od męża. Przyznałam jej rację, zostaliśmy do poniedziałku do rana. Rano autobusem przyjechaliśmy do domu i już na klatce schodowej czuć było jakiś dziwny zapach. Otworzyłam drzwi i jakiś odór nieznany uderzył w nasze gardła i nosy. Powiedziałam, że ojciec znowu nie otworzył okna, ale moja córka powiedziała, że to gaz. Weszliśmy do kuchni. Na podłodze przy kuchence gazowej leżał mój mąż. Wszystkie kurki były poodkręcane. A on zrobił sobie posłanie ze wszystkich kołder i poduszek. Wypchnęłam dzieci za drzwi, otworzyłam okna, zakręciłam kurki i poszłam zadzwonić po pogotowie. Byłam w potwornym szoku, sparaliżowane myśli, nic nie rozumiałam. Dzieci zabrała sąsiadka do siebie a ja znalazłam się na tapczanie u sąsiadki obok. Przyjechało pogotowie, dostałam zastrzyk, i wiadomość od lekarza "Mąż nie żyje". Moja córka biegała po mieszkaniu i patrzyła czy coś nie zginęło, ja nie byłam w tym momencie do niczego zdolna, trochę czasu upłynęło zanim doszłam do siebie.W mieszkaniu było pełno różnych osób łącznie z prokuratorem. Dochodzenie trwało. Zbierali materiały, nie wiem do czego, przesłuchiwali sąsiadów, rozmawiali z dziećmi moimi, tylko ja nie byłam gotowa do takiej rozmowy. Musiałam następnego dnia iść na policję złożyć zeznania. Było to wszystko strasznie trudne. Stałam się podejrzana. Ponieważ tego wieczoru widziano mojego męża w oknie mieszkania z jakąś kobietą i jakimś cudem podobną do mnie. Na szczęście miałam alibi. Musiałam zmierzyć się z oskarżeniami szwagierki, że zabiłam jej brata. Wcale sięjej nie dziwię, straciła rodziców, brata, została jej własna rodzina.
 

halszka70.blox.pl

UWAGA

Chcę zostawić tę pigułkę mojego życia dla moich dzieci, być może też rodziny. Może kiedyś, gdy przyjdzie na to pora, w końcu mnie zrozumieją. Zatem zaczynam.
Życie w pigułce 2 
 
Życie w pigułce XI
Życie w pigułce XII
Życie w pigułce XIII
Życie w pigułce XIV
Życie w pigułce XV
Życie w pigułce XVI
Życie w pigułce XVII
Życie w pigułce XVIII
Życie w pigułce XIX
Życie w pigułce XX
ORG