CIENIE ŻYCIA 24

ROZDZIAŁ  DWUDZIESTY CZWARTY
Napisany: 2019-05-22
 
Rozprawa trwała chyba ze dwie godziny i została przełożona na inny termin. Niewiele z tego rozumiałam, nie próbowałam nawet na siłę wsłuchiwać się w te wszystkie terminy prawnicze. Mnie interesowało tylko to, żeby Paweł poszedł ze mną dzisiaj do domu. Okazało się, że Janusz i detektyw też odpowiadali z wolnej stopy. Wydawało mi się to trochę dziwne, ponieważ nie żyje człowiek, wprawdzie kanalia, ale jednak człowiek. Kiedy sędzia pozwolił już nam się rozejść, z ulgą wzięłam Pawła za rękę i pociągnęłam go do wyjścia, jakbym się bała, że jeszcze go zawrócą i zamkną. Oboje byliśmy w lekkim szoku, dlatego wolałam sama poprowadzić samochód, żeby Paweł za bardzo się nie rozkojarzył podczas jazdy. Kiedy tylko zamknęliśmy drzwi mieszkania, wtuliłam się w męża, tak bardzo się bałam, że mi go zabiorą. Paweł przycisnął mnie do siebie i tak trwaliśmy w tym uścisku parę minut, nic nie mówiąc. W końcu Paweł zaczął całować moje włosy, potem szyję i usta, nasze ciała pragnęły teraz pieszczot i zbliżenia. Wyglądało to tak, jakbyśmy chcieli nadrobić to, co nam wkrótce zabiorą. Zmysły zaczęły szaleć, dłonie niespokojnie biegały po ciałach, zachłannie czerpiąc przyjemności z dotyków. Przenieśliśmy się do sypialni aby tam zaznawać rozkoszy ciała.Kiedy się obudziliśmy, była noc. No nieźle, nawet obiadu nie zdążyliśmy zrobić a cóż dopiero zjeść. Poprzestawialiśmy sobie godziny, i gotowaliśmy obiad, a dochodziła północ. I cóż z tego? Zjemy w nocy, kalorii i tak spaliliśmy sporo, to warto nadrobić. Zadowoleni z siebie, najedzeni, poszliśmy do łóżka, ale nie mogliśmy zasnąć, więc rozmawialiśmy o tym, co nas czeka wkrótce. Wydawało nam się, że czeka nas rozstanie i to na długo, chyba, że adwokaci znajdą sposób, żeby wyciągnąć z tego Pawła. Kiedy dzień wstawał, zasnęliśmy snem niespokojnym. Wtuleni w siebie jakby to nam w czymś pomogło. Oprócz tego, że czuliśmy swoją bliskość, nie byliśmy w stanie zrobić nic więcej. Teraz było po nas widać, jak bardzo się kochamy. Rozstanie byłoby dla nas ciosem, jaki może zadać  tylko śmierć czy zdrada. Ciągle o tym myślałam, ale nie mówiłam tego Pawłowi, po co go dobijać. Paweł nie odstępował mnie na krok. Nawet na zakupy chodził chętnie. Ten strach przed rozstaniem zbliżał nas coraz bardziej. Po pracy chodziliśmy wszędzie razem, Paweł nie miał już żadnych wymówek, żeby iść do Grześka czy do garażu. Kiedy Grzesiek z Anką przyszli do nas, poprosiłam Grześka, żeby porozmawiał z Pawłem. Ja na razie jakoś sobie radzę z tą traumą, Paweł nie. W końcu nadszedł termin następnej rozprawy.