CIENIE ŻYCIA 20

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY
Napisany: 2019-05-16
 
Wieczorem w domu  wzięłam karteczkę, którą mi dała pani w okienku bankowym i przyglądałam się cyferkom, liczyłam od końca, żeby się nie pomylić. Jakbym nie przeliczała; z przodu do tyłu, czy od tyłu do przodu wychodziło mi zbyt wiele. Musiałam koniecznie porozmawiać a Pawłem, tylko jak? Następnego dnia zadzwonił do mnie adwokat z wiadomością, że jest ustalona kaucja. Więc szybko pojechałam do kancelarii adwokackiej żeby już wyciągnąć Pawła z aresztu. Po wpłaceniu kaucji pojechałam do domu, przecież nie będę warować pod aresztem. Jak wyjdzie, to zadzwoni po mnie. Z miłą chęcią po niego pojadę, niech mi wyjaśni co się dzieje na naszym koncie. Godziny dłużyły mi się, w końcu nie wytrzymałam i zadzwoniłam do adwokata; dlaczego jeszcze nie ma męża w domu? Spokojnie, powiedział, jutro będzie go miała pani tylko dla siebie. Żarty się pana imają, nie ma co, a ja tu w nerwach - wycedziłam przez zęby i się rozłączyłam. Rano wypiłam spokojnie kawę, jeszcze mam trochę urlopu, pomyślałam, może wyjedziemy gdzieś sobie? Czekałam na telefon od Pawła. W końcu zadzwonił. Kochanie, możesz przyjechać po mnie, zapytał tym swoim słodkim głosem. Pewnie, że mogłam, przecież się już stęskniłam. Podjechałam pod ten nieszczęsny areszt gdzie czekał Paweł siedząc na ławce ze spuszczoną głową. Przytuliłam się do niego, tak mi było szkoda, że musiał przez to przechodzić. Przecież jego tam nie było, a ma takie problemy. A Janusz z detektywem, zapytałam? Nic nie wiem, nie mam pojęcia gdzie są, odpowiedział Paweł. Zapytamy adwokata. Paweł, ale skoro to nie ty, ani nie oni, to musiałby być ktoś jeszcze? Przecież nie tylko ja mogłam być przez tego drania napadnięta? Bardzo chciałam wierzyć w to, co mówiłam. Nie chciałam na razie męczyć Pawła jeszcze naszym stanem konta, ale na pewno do tego dojdziemy. Teraz do domu, i zaopiekować się mężem. Kiedy weszliśmy do mieszkania, Paweł powiedział; prysznic, najpierw prysznic potem reszta. Jego smutny głos świadczył o tym jak bardzo dużo musiało go kosztować siedzenie w tym areszcie. Po jakiejś godzinie wyszedł spod prysznica a ja w międzyczasie zdążyłam ugotować makaron i zrobić sos. Od progu wyszeptał; kawa kochanie, najpierw teraz kawa. Ot, nałogowiec, powiedziałam, ale posłusznie zrobiłam mu tę kawę. Kiedy już wypił kawę, zjadł makaron, i mnie wycałował, zapytałam kładąc przed nim karteczkę  z banku; kochanie, skąd mamy takie pieniądze? Paweł popatrzył na karteczkę, potem na mnie i twarz mu się rozjaśniła, uśmiechnął się do mnie i powiedział; skarbie, to są nasze pieniądze, nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, ale jak wychodziłaś za mnie to nie miałaś pojęcia, że jestem bogaty, a ja cię nie wyprowadzałem z toku twojego rozumowania, żebyś nie dostała małpiego rozumu podczas wydawania pieniędzy. A teraz to muszę zabezpieczyć, żebyś konta nie wyczyściła, powiedział Paweł i zaczął się śmiać. Zaraz dostaniesz, zdenerwowałam się na dobre. Ale przecież pracujesz jak każdy przeciętny człowiek, powiedziałam? Bo jestem takim, nie uderzyła mi sodówka do głowy. Dobrze, że jesteś ruda a nie blondynka, zaśmiał się Paweł. Jeszcze trochę a nie wytrzymam, powiedziałam. Miałam ochotę co najmniej rozbić talerz  na jego głowie. Będzie się ze mnie tu śmiał. Przez tyle czasu ukrywał, że mamy takie pieniądze a ja skąpiłam sobie grosza na dobre perfumy. Zaraz pojadę do sklepu i wezmę kartę kredytową, powiedziałam. Paweł zaczął się śmiać w głos, kobieta, po prostu kobieta. Nie  śmiej się bo pojedziesz ze mną i się wynudzisz, byłam oczywiście zgryźliwa. Ma szczęście, że  wyszedł z aresztu bo bym się po nim przejechała. Wiesz co, powiedział Paweł, to weź sobie na zakupy Ankę a my z Grześkiem pójdziemy na piwo. Stanęło na tym, że my z Anką buszowałyśmy w najlepszych kosmetykach, a chłopaki popijali w tym czasie piwo. Niech sobie pogadają, zapewne mają o czym rozmawiać. Czas upływał nam z Anką bardzo przyjemnie, nie musiałam uważać na ceny więc sobie kupowałam wszystko najlepsze nie omijając drogich perfum. Kiedy wyszłyśmy ze sklepu poszliśmy po swoich mężów, żeby nie za dużo wypili tych piw. Zza szyby wyłonił nam się obraz kłócących się naszych mężów, o co im poszło? Przyjaciele tak się mogą pokłócić, aż do tego stopnia? O co chodzi, Anka rozumiesz coś z tego, zapytałam?