AŻ PO HORYZONT  ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Napisany: 2020-01-03    15:29  
 
Tego dnia po pracy poszłam nad morze. Zimny wiatr smagał moją twarz. Stałam nad brzegiem i patrzyłam na horyzont. Nic się nie działo. Tylko fale biegły do brzegu, rozbijały się i wracały. Lekki wiatr przynosił chłód, a mewy swoim zwyczajem krążyły nad wodą, potem wracały na brzeg. To tak jak ja, pomyślałam, wyczekują czegoś, i mogą się doczekać.
Oj Maciek, przemknęło mi przez myśl, chyba kończy się nasze małżeństwo, skoro nie dzwonisz, nie piszesz, to tak jakbyś już nie tęsknił.
Dosyć Lenka, pomyślałam, zajmij się sobą.
Wróciłam do domu. Wieczorem mam iść z koleżankami i kolegami z pracy na imprezę, którą miasto szykuje na placu. Mają być zespoły. Tylko nie wiem czy mi się to spodoba. Nie każda muzyka jest fajna.
Zapewne będą też tańczyć, a ja nie jestem w nastroju do zabawy.
Zjadłam obiad, który sobie przygotowałam i położyłam się z książką. Po przeczytaniu paru kartek, zasnęłam.
Obudził mnie dzwonek telefonu.Kacper krzyczał w słuchawkę, że za godzinę przychodzą po mnie, więc mam być gotowa.
Kacper, wolałabym zostać w domu.
Żadne takie, idziesz i już, chcesz żeby mi się oberwało do dziewczyn?
Dobrze, będę gotowa.
Tylko ciepło się ubierz, bo będziemy stali na dworze, dodał, i wyłączył się.
Dlaczego Maciek nie dzwoni?
Było mi ciężko, ponieważ intuicyjnie wyczuwałam, że coś się dzieje, tylko nie wiedziałam co.
Kiedy Kacper zadzwonił po raz drugi, byłam już gotowa do wyjścia.
Pod moim domem stali prawie wszyscy z mojej pracy. Kochane urwisy, pomyślałam. 
Wszyscy byli ze swoimi partnerami, tylko ja i Kacper byliśmy sami. Tylko, że Kacper jest jeszcze wolny, w przeciwieństwie do mnie.
Kiedy znaleźliśmy się pod sceną, właśnie zaczynał się koncert.
To już taka tradycja od pewnego czasu. Organizuje się koncerty dla tych, co nie bawią się w lokalach.
Wokoło mnie słychać było gwar, ludzie bardzo fajnie się bawili. Tylko ja byłam smutna i nie znajdywałam radości w tej imprezie.
Niepotrzebnie tu przyszłam, pomyślałam i zaczęłam powoli wychodzić z tego tłumu. Chcę do domu. Potrzebny mi jest spokój.
A ty gdzie uciekasz? Kacper spostrzegł, że idę w kierunku mojego domu.
Kacper, to nie dla mnie, jestem w takim stanie, że potrzebny jest mi spokój.
Dobrze, powiedział, to odprowadzę cię, lepiej żebyś teraz nie szła sama.
Faktycznie, wokoło nas było już sporo podpitych osób, dlatego chętnie przystałam na tę propozycję.
Mogę ci jakoś pomóc, zapytał?
Chyba nie, to tylko Maciek jest w stanie rozgonić moje wątpliwości i niepokoje. Nic nikomu nie mówiłam, ale chyba sypie się nasze małżeństwo.
Tak myślałem, odparł. Lenka, nie gniewaj się na mnie, ale małżeństwa na odległość rzadko przetrwają, zawsze któraś ze stron nie wytrzyma i zdradzi.
Wiem, odparłam, ale co mogę zrobić, on zawsze pływał, nie umie inaczej żyć, prędzej mnie zostawi niż pływanie.
Przykro mi Lenka, chcesz pogadać o tym?
Jeśli będziesz trzymał język za zębami.
Na pewno, bądź spokojna, nie będę przecież rozpowiadał.
Pójdziemy nad morze, zapytałam?
Możemy pójść, odparł, ale po co, chcesz się katować?
Wiesz co, powiedział, zadzwoń do niego, skoro on do ciebie nie dzwoni.
Mogę zadzwonić, ale nie odbiera rozmów ode mnie.
Wybrałam numer Maćka, długo nie odbierał.
Ale po dłuższym czasie odebrało dziecko. Tatusia nie ma, jest w łazience, usłyszałam w słuchawce. Kochanie, powiedziałam łagodnie jak tylko umiałam, to zanieś tatusiowi telefon i powiedz, że Lenka mówi, dobrze?
Dobrze Lenka, usłyszałam.
Po paru sekundach usłyszałam głos Maćka, Lenka, ja ci wszystko wytłumaczę.
Nie mój mężu, nie musisz mi nic tłumaczyć. 
Wyłączyłam rozmowę. Nie wiedziałam co się wokoło mnie dzieje. Miałam wrażenie, że grunt spod nóg mi się usuwa.
Lenka, co się dzieje? Kacper trzymał mnie w ramionach, a ja zanosiłam się płaczem. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Kacper głaskał mnie po głowie, chyba domyślił się, bo powiedział, że Maciek nie jest wart moich łez.
Zaprowadzisz mnie do domu, zapytałam?
Oczywiście, przecież nie zostawię cię w takim stanie. Masz jakiś alkohol w domu, zapytał? Nie Kacper, ja nie piję alkoholu.
Dobrze, odparł, to zrobię ci czekoladę do picia, chcesz?
Nie wiem, sama nie wiem czego ja teraz chcę. Najchętniej bym gdzieś wyjechała, gdzie nic by mi nie przypominało Maćka.
To da się zrobić, powiedział, zabieram cię do siebie, prześpisz się u mnie, a jutro zabiorę cię na wycieczkę. 
Nie wiem czy to wypada, odparłam.
Spokojnie, nic ci nie zrobię, przyrzekam, będę grzeczny.
U Kacpra poczułam się trochę lepiej. Wypiłam gorącą czekoladę, podlewając ją obficie łzami, a Kacper siedział obok mnie i głaskał po głowie i po placach.
Czułam się jak z przyjaciółką, która rozumie co przeżywam.
Kiedy północ wybiła złożyliśmy sobie życzenia, które znowu wypłukałam we łzach. Kacper przytulił mnie do siebie i nic nie mówił. Poczułam się spokojnie i bezpiecznie.
ORG